Obozy szkoleniowe w SWDI, Szwecja

Obozy tropieniowe i z wykrywania zapachów z instruktorami SWDI w Szwecji

W dniach 17-26 kwietnia wybrałem się z Lolą i Bogusiem do Szwecji na pierwszy od dawien dawna wyjazd ”dokształcający”. Łupem padły dwa obozy szkoleniowe z ekipą ze Scandinavian Working Dog Institute. Zajęcia odbywały się w bardzo komfortowych warunkach w ośrodku szkoły Lerkulans Hundcenter (www.lerkulanshundcenter.se) – tam też miałem zakwaterowanie.

IMG_0557

Najpierw odbył się obóz tropieniowy, a zaraz po nim z wykrywania zapachów. Zajęcia prowadzili na zmianę Jessika, Jens i Tobias. Uczestnicy to głównie przedstawiciele policji i wojska. A psy to praktycznie tylko owczarki belgijskie malinois – tylko na obozie tropieniowym zdarzyły się dwa owczarki niemieckie, kelpie i toller. Tak czy inaczej ja i moje bordery byliśmy takimi trochę kolorowymi papugami w tym towarzystwie.

Teoria i praktyka

Na początku obu obozów przedstawiony nam został plan zajęć na cały tydzień – każdego dnia mix pomiędzy teorią i praktyką. Wieczorami był czas do dyspozycji na tzw free training – czyli każdy z nas pracował nad swoimi ”słabostkami”. Często na hali był instruktor, którego nadal można było zamęczać pytaniami.

Każdego dnia nacisk położony był na różne zagadnienia – na obozie tropieniowym m.in. budowanie początku śladu, ślady zwodnicze, skręty, rożne nawierzchnie i przejścia pomiędzy nimi,  a na obozie z wykrywania zapachów m.in.- oznaczanie, rozproszenia, głębokie skrytki, przeszukiwanie na rożnych wysokościach.

Zadania, które stawiali przed nami instruktorzy były często ponad nasze umiejętności, ale jak zaznaczał Jens, chcieli wcisnąć w skondensowaną formę obozu jak najwięcej różnorodnych ”odcieni” danej dyscypliny, tak żeby dać nam szerszą perspektywę, wyznaczyć cele długoterminowe, ale i nabrać więcej zaufania do siebie i swoich psów. Bo jak się okazało, jeśli tylko dobrze się zaplanowało kolejne kroki, to zadania, które wydawały się poza naszym zasięgiem okazywały się wcale nie takie straszne, jak na pierwszy rzut oka mogły się wydawać. Ale o planach za chwilkę.

Już czwartego dnia obozu Jens wyznaczył nam następujące zadanie – stojąc w rzędzie w odstępach 10 metrów od siebie układamy w cztery osoby jednocześnie własne ślady równoległe i  mniej więcej na środku trasy spotykamy się tak aby nasze ścieżki się przecięły i zmierzamy do wcześniej ustalonych własnych punktów końcowych. ”Meksyk” ze śladów, który powstał na środku trasy wydawał mi się czymś absolutnie nie do przejścia dla Bogusia. Idąc po ”swoim” śladzie, nagle pies w krótkim odstępie odległości natykał się na 3-4 ślady zwodnicze. Rysunek poniżej przedstawia to jak mniej więcej ćwiczenie wyglądało (dany kolor linii jest przyporządkowany dla konkretnego psa). I znowu mogłem się przekonać jak warto się nie poddawać przed walką. Nawet jeśli wydaje się z góry przegrana :-).

swd

”All plans are bad, but all planning is good!”

To zdanie Jens Frank powtarzał jak mantrę – ”wszystkie plany są złe, ale każde planowanie jest dobre!” Ogromną wagę instruktorzy przykładali do rzetelnego planowania treningów. Dali nam do dyspozycji własne plany postępów z wyszczególnionymi kolejnymi krokami (oddzielne dla tropienia i wykrywania zapachów). Przy czym podkreślali, że plany które otrzymaliśmy mogą wyglądać inaczej za 6 miesięcy, bo to projekt, który nie ma końca. Cały czas ulega modyfikacjom, ulepszeniom. Na obozach podchodząc do zagadnień na dany dzień planowaliśmy swoje sesje według otrzymanych od nich planów i byliśmy za każdym razem rozliczani z tego czy nie  działamy na ”łapu capu” i czy w razie niepowodzeń cofamy się do wcześniejszych etapów z rozpiski lub ułatwiamy dane zadanie na wiele przez nich zasugerowanych sposobów, tak by zwiększyć szanse powodzenia u psa.

Jens wyraził ubolewanie, że często ma do czynienia z instruktorami, którzy mogliby osiągnąć wybitne rezultaty, ale tkwią latami na słabym poziomie, bo brakuje im planowego podejścia do treningu. Przywoływał badania, które dowiodły, że cecha, którą wykazywali się Ci przewodnicy psów, którzy mieli najlepsze osiągnięcia, to nie był talent, techniczne umiejętności, czy doświadczenie, tylko – obowiązkowość, sumienność (”dutifulness”).

IMG_0703

Team work

Pracowaliśmy w grupach, innych każdego dnia, co dawało możliwość uważnego przyjrzenia się pracy pozostałych zespołów. Ćwiczyliśmy na zmianę, więc w czasie gdy dana para wykonywała zadania, pozostali przyglądali się jego pracy i na koniec komentowali, doradzali, pilnowali czy trzymamy się planu postępów.

Instruktorzy nagrywali nas non-stop i po zajęciach oglądaliśmy swoją pracę raz jeszcze – była więc i sposobność obejrzenia tego co się działo w pozostałych grupach. Podkreślane były rzeczy, które zasługiwały na pochwałę, dostawaliśmy też dodatkowe wskazówki i była możliwość dalszego drążenia tematu.

Pretiżowe zawody o świńskie uszy i skrzynkę piwa

Trzeciego dnia na obu obozach odbywały się ”prestiżowe” (w opinii Jensa 😉 ) zawody.

Na obozie tropieniowym podzieleni na 3-osobowe grupy pracowaliśmy na obcych śladach długości 30m z dwoma przedmiotami do znalezienia (na obu były te same numerki, a wygrywała ta grupa w której najwięcej par numerków do siebie pasowało). Ślady były ułożone równolegle do siebie w odstępach ok10m. Dla mnie i Bogusia było to ewidentnie zadanie na wyrost, bo technicznie zadanie odbiegało mocno od tego jak powinno to wyglądać (bardziej przypominało trailingowy ping-pong z jednej strony w drugą), ale … udało się znaleźć oba przedmioty, i na obu był ten same numerek… :-D. Pozostałym członkom mojej grupy zadanie też się powiodło, i jako zwycięzcom konkurencji przypadł nam łup w postaci paczki świńskich uszu.

Na obozie z wykrywania zapachów zadanie do wykonania na zawodach było również bardzo wymagające – przeszukanie pojemników z 10 sekundowym nieprzerwanym oznaczeniem skrytki w rozproszeniach. Były trzy rodzaje rozproszeń, a o tym z którym się zmierzymy decydował rzut kostką. Rozproszenia polegały na wykonaniu jednej z trzech czynności w trakcie oznaczenia: zaśpiewanie hymnu narodowego, przeliterowanie nazwy ulubionego zespołu lub wyjście z pokoju egzaminacyjnego i zamknięcie za sobą drzwi. Wylosowałem pierwsze i trzecie rozproszenie. Każdy z nas miał po dwie próby. Do konkursu wystawiłem Bogusia, bo to z nim głównie pracowałem na obozie. Pierwszą próbę przeszliśmy celująco – Bogus wytrzymał mój 10 sekundowy ryk bez mrugnięcia okiem ;-). Natomiast opuszczenie pokoju było dla niego jeszcze nieprzepracowaną nowością i tym razem oderwał nos od skrytki – próba niezaliczona, a dla mnie pomysł na jeszcze mocniejsze zahartowanie tej umiejętności. Tym razem na zwycięski team czekała nagroda w postaci zgrzewki piwa :-).

IMG_0551

Wykłady

Jakby nam było mało wiedzy i pracy mieliśmy też okazję wysłuchać szeregu ”pogadanek” na rożne poboczne tematy. Było o stresie u psa (i tym jak mylne może być interpretowanie mowy ciała w zestawieniu z faktycznym przeżywaniem stresu przez psa), testy szczeniąt (i ich nikłe przełożenie na jakość hodowanych psów w Szwecji), a także gościnny wykład jednego z uczestników – członka niemieckiej jednostki antyterrorystycznej GSG 9 – w którym opowiedział o początkach szkolenia specjalistycznego psów w swojej organizacji, a także zaprezentował ciekawe filmiki z pracy psów do zadań specjalnych.

Tutaj możecie oberzejrzeć sobie trailer ”pokazówkę”, którym Dirk rozpoczął swój wykład:

www.youtube.com/watch?v=RJysmNVHJJ4&feature=youtu.be

Tracking, scent detection i …

Grzechem byłoby nie wykorzystać warunków w jakich mogłem ćwiczyć w ośrodku w którym odbywało się większość zajęć na drugim obozie (ogrzewana hala ze sztuczną trawą na mięciuteńkim podbiciu) i nie wcisnąć paru sesji obedience. Zajęcia trwały każdego dnia od godziny 9 do 18, więc bardzo starałem się rozsądnie planować wypoczynek psów pomiędzy kolejnymi wejściami, tak aby po skończonych zajęciach i 3-4 godzinnej regeneracji jeszcze przed snem zrealizować z obydwoma po 20 minutowej sesji obedience.

A że nie samą pracą pies i człowiek żyje (chociaż Boguś i Lola by się z tym nie zgodziły) to znalazł się i czas na kilka dłuższych spacerów po lasach, gdzie moje oczy cieszyła moja ulubiona kombinacja – drzewa, skały/głazy i strumyki. Podsumowując – był to jeden z najfajniejszych wyjazdów na jakich byłem odkąd zajmuję się szkoleniem psów. Wyjazd warty powtórki – zwłaszcza, że Tobias wspominał, że jest opcja za jakiś czas na 3 obozy z rzędu – protection, tracking i scent detection… Gdyby dodać obedience, to byłoby już za wiele szczęścia. A może nie? 😉

Żałuje, że wielu rzeczy na obozie tropieniowym nie udało się nagrać – każdy z uczestników miał ręce pełne roboty, a samemu nie było możliwości skupić się na pracy i nagrywaniu jednocześnie. A wiele z rzeczy, które nagrałem na obozie z wykrywania zapachów nie może zostać upubliczniona ze względu na bezpieczeństwo uczestniczących w nim osób. Niemniej mam nadzieję, że filmik z tego drugiego obozu da Wam chociaż częściowy obraz tego jak to wszystko wyglądało i może zachęci do wybrania się na którąś z kolejnych edycji obozów organizowanych przez SWDI.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s