PSIESPRESSO SHOT #12 PO(SZ)CZEKIWANIA

photo-1509047319667-c1a8de3000c7 (1)

Sadhguru o drzewie mango:

”Nasiono ma w sobie źródło stworzenia. Dostajesz do ręki ”surowy materiał”. To co z niego zrobisz, zależy od Ciebie. Jak już nasienie jest zasiane, nie wykopuj go po chwili, żeby zobaczyć, czy już zapuściło korzenie. Po prostu podlewaj je codziennie. Nie wgapiaj się stojąc przed drzewem i modląc się do niego o owoce. Kiedy nadejdzie właściwy czas, drzewo wyda owoce w mgnieniu oka. I pewnego dnia, mango spadnie na Twoją głowę.”

 

Po(sz)czekiwania = wyszczekane przez bohaterkę tego wpisu, Lolę, zalecenia, aby cierpliwie poczekać na odpowiedni moment, kiedy można zbierać owoce swoich starań, a odszczekać włączenie w proces szkolenia młodego psa swoich oczekiwań

 

Utarło się, że młode psy szybko się uczą, chłoną jak gąbka.

Jeszcze się nie utarło, że równie szybko potrafią się ”cofać w rozwoju”.

Mamy progres, regres, stagnację. Raz jedno, raz drugie, raz trzecie. Czyli ciągłą zmianę. Czyli – samo życie.

Często zgłaszają się do mnie klienci z młodymi psami (”młode” na potrzeby tego tekstu to psy w wieku 6-24 miesięcy 😉 ), które mają wychowawczy/szkoleniowy regres, zaczynają się przejmować otoczeniem lub nadmiernie na nie przekierowywać (do tego stopnia, że właściciel traci poczucie kontroli nad nimi), gubią w treningu koncentrację i zaangażowanie, ”zapominają” umiejętności, które wydawało się, że już zgromadziły w małym paluszku, przestają się interesować zabawkami/smakołykami. Zachowują się ”nietypowo” jak na rasę – flegmatyczny border collie, agresywny golden, bojaźliwy rottweiler. Albo zachowują się ”zbyt typowo” jak na rasę – border, który zagania wszystko co się rusza, golden, który chce się zaprzyjaźnić z wszystkim co się rusza i rottweiler, który chce zjeść wszystko co się rusza.

Pierwsze co ode mnie słyszą właściciele tych czworonogów to, że nie powinni się czuć wybrańcami. Regresy spotykają i psy szkoleniowców. ”Taka sytuacja” 😉 spotkała i mnie wielokrotnie. Największych bóli dupy związanych z młodzieńczym okresem życia psa doświadczyłem dzięki Loli. Co śmieszne, najbardziej mnie poślady uwierały, że Lola zamiast biegać przez przeszkody agility to – jak na ”zbyt typowego” working sheepdoga przystało – przez nie się czaiła, do nich się czołgała lub w najlepszym wypadku sobie je obiegała (w obieganiu jest element biegania co mnie w sumie wtedy cieszyło 😉 ).

A już drugorzędne było dla mnie to co ”nietypowe” w rasie – że gryzła (z intencją zrobienia prawdziwej krzywdy) niemal każdego napotkanego na spacerach obcego psa. Drugorzędne było do czasu, aż zaatakowana przez stado 5 osiedlowych burków każdego z nich odprawiła z kulawiznami, ranami, skomleniem i z ubytkami owłosienia. Wtedy dotarło do mnie, że mam problem nie tylko na agility.

I znikąd pomocy uświadczyć nie mogłem, bo nikt wtedy w Polsce border collie z linii pracujących do agility czy obedience nie szkolił. Więc z braku laku poszliśmy na randkę z ciemnością i próbowaliśmy wielu rożnych podejść, opierających się bardziej na próbach znalezienia technicznych niuansów, tricków ukierunkowanych na szybkie zwalczenie problemu.

To, że nie o technikalia się w tym wszystkim ”rozchodziło” przyszło mi zrozumieć trochę później. Cały czas w głowie miałem radę jaką usłyszałem od Małgosi, znajomej z wczesnych lat mojej  agilitowej historii. Na jednym z obozów, na którym obserwowała moje zmagania z Lolą , powiedziała mi w trakcie przerwy pomiędzy treningami: ”Rób spokojnie swoje. I daj jej czas. Zobaczysz, że jak będzie miała 2-3 lata wszystko zacznie się układać. Z Watażką miałam tak samo.” W pierwszej chwili rada wydała mi się dość abstrakcyjna. Czyli jeszcze co najmniej 2 lata uderzania głową w ścianę!?!? I mam to robić … spokojnie?!?! I skąd te 2-3 lata. A co jeśli to będzie w moim przypadku 5-7 lat? A co jeśli będę się tak bujał do końca jej sportowej kariery?

Ale cóż było robić, skoro Lola nadal ”biegała” (pogardliwy cudzysłów użyty celowo) na torze wolniej niż Gutek. A nie po to się bierze border collie, żeby biegało wolniej niż byle kundel, prawda? 😉 Każdy kilkutygodniowy, a zdarzył się i trzymiesięczny, rozbrat z agility oznaczał dla Loli frywolne życie wypełnione zabawą, ”głupimi sztuczkami”, wyzwaniami zręcznościowymi (obieganie drzew, czołganie pod ławkami, wskakiwanie na kamienie, aportowanie w wodzie, jogging etc – kto wtedy robił psi fitness???), długimi spacerami po warszawskich parkach i kapką posłuszeństwa (podstawowego i sportowego).

Agility było od święta. To był taki dodatek, bo wiarę, że cokolwiek z tego będzie porzuciłem. Razem z wiarą odeszła spina i presja. I wtedy z ciemności wyłoniła się … prawdziwa Lola. Wiem, brzmi jak magia. Bo to była magia.

Pamiętam, że przyszedłem na jeden z treningów i miałem wrażenie, że Lola jakby  trochę szybciej na nim ”biegała” niż zazwyczaj. Na kolejnym znowu odczułem jakby wiatr jej jeszcze mocniej od zadu wiał niż poprzednio. Że to nie moje mrzonki zorientowałem się, gdy na przestrzeni kolejnych tygodni to ja musiałem zacząć biegać, bo już za nią nie nadążałem.

Uświadomiłem sobie, że dopiero jak przestało mi tak mocno (za mocno!) zależeć i te oczekiwania przestałem projektować na psa, pojawiło się wreszcie dla niego miejsce – i przestrzeń na to, żeby to jemu zaczęło zależeć. Żadna inna zmiana wprowadzana przez ostatnie miesiące nie działała. Na naszą korzyść zaczął też działać czas. Wszystkie cegiełki, które dokładałem po kolei, bez ciśnienia, budowały fundament. Na tym fundamencie dojrzewała w swoim tempie Lola.

Gosia najwyraźniej wiedziała co mówi – po 2 latach moje spokojne ”robienie swojego” zaowocowało u Loli jej bombastycznym ”robieniem swojego”. Dość napisać, że pies który się na nic nie zapowiadał (wiem, brzmi strasznie, wstyd, ale tak to wtedy postrzegałem), w debiutanckim sezonie startów w zawodach, na Mistrzostwach Europy Agility zajął w jednym z przebiegów 2 miejsce, a w kolejnym roku był zaledwie oczko niżej. Pies, który bał się torebek plastikowych szeleszczących na wietrze (jak zareaguje na taśmę okalającą ring???), warczał i ciskał się na mężczyzn (co zrobi sędziemu???) i atakował psy (którego psa przy ringu tym razem okaleczy???) startował wielokrotnie z sukcesami w zawodach obedience i został zwycięzcą klasy 3 Mistrzostw Obedience … Czeskiej Republiki.

A pomyśleć, że były momenty, gdy żałowałem, że ją kupiłem… Były momenty, że żałowałem, że jej nie oddałem… A na koniec jedyne czego żałowałem to, że nie miała papierów FCI i tym samym droga na sportowy szczyt była zamknięta 😉 Kto by się tego spodziewał …

Lola kosztowała mnie – szkoleniowo i życiowo! – strasznie dużo potu, łez i krwi (krew przez to walenie głową w mur). Ale ”oddała” wszystko z nawiązką. I nie chodzi o sukcesy, o medale, o fejm.

Lola dała mi najwartościowsze lekcje jakich może udzielić pies. Pamiętam jak w końcu ją usłyszałem:

”Tomek, zobacz we mnie psa, a nie projekt do realizacji.”

”Tomek, zobacz mnie taką jaką jestem, a nie taką jaką chciałbyś, żebym była.”

”Tomek, zaakceptuj mnie, daj mi wsparcie.”

”Tomek, nie będę kolejnym X,Y, Z (X – mistrz świata agility, Y – mistrz świata obedience, Z – Gutek model 2099). Jestem pierwszą Lolą.”

Oklepany truizm, że psy są szczere w tym co robią i czują, że nie okłamują, nie manipulują, nabrał dla mnie realnych kształtów. To my, ludzie, jesteśmy mistrzami kamuflażu, maskowania tego co niewygodne. Lola zmusiła mnie do tego, żebym był wobec siebie brutalnie szczery. Czy można od psa oczekiwać czegoś więcej?

Szkolenie psa to inwestycja rozciągnięta w czasie. Musimy wypracować sobie raczej podejście ”kropli drążącej skałę” niż ”pioruna roztrzaskującego górę”. Ile trwa wychowanie dziecka? Przy pomyślnych wiatrach 18 lat ;-). Czemu tak nam się spieszy z psami? Zakładamy, że są mądrzejsze od ludzi (są mądre jak ludzie, ale nie mądrzejsze! ;-))? I że po 2 miesiącach będą się już zachowywać jak stare wygi? Dla mnie pies w wieku 2,5-3 lat to 18 letni człowiek. Czyli szczeniak 😉 (sorry, czytająca młodzieży…;-P)

Jednym z powodów dla których młode psy nagle postanawiają się wylogować z rzeczywistości jest stawianie przed nimi zbyt dużych wymagań. Życie dla młokosa jest wystarczająco wymagające = przytłaczające, przebodźcowujące, hiper-stymulujące. Gdy i my stawiamy przed nim wymagania, odbiera to jako presję. A każdy, nawet domorosły psycholog jak ja, Ci powie, że zbytnia presja równa się regresja (za wikipedią: nieświadomy mechanizm obronny; cofanie się do zachowania charakterystycznego dla wcześniejszego okresu rozwojowego; zachodzi głównie pod wpływem stresu).

Prawidłowa kolejność to: najpierw budowanie – komunikacji, relacji, charakteru psa, motywacji, a dopiero potem – wymaganie! A oczekiwania schowałbym do piwnicy, albo jeszcze lepiej, zakopał pod ziemią.

Rób swoje, ale daj psu i sobie czas.

Poczekaj na swojego psa.

Bądź cierpliwy – spotkacie się.

 

PS 1: Czym może być ”robienie swojego”? Moją wersję przedstawię w „Po(sz)czekiwania 2”.

PS 2: A co do sfery agresji u Loli – łatwiej było ją przekonać do biegania na agility, niż do obcych psów. No cóż, ja też nie wszystkich kocham, i nikt mnie do tego nie zmusi ;-). Ale o tym także innym razem.

PS 3: Cierpliwie … poczekajcie! 😉

Jeden komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s