PSIESPRESSO SHOT #13 PSIESZKODY

photo-1490890870453-549b7f8d3bb5

Niedawno znajoma szkoleniowiec zwróciła moją uwagę jednym z postów, gdzie pisała, że właściciele szczeniaczków często ją pytają, kiedy ich podopieczny wreszcie nauczy się chodzić grzecznie na smyczy. To samo spotyka i mnie – olbrzymie, dorosłe oczekiwania moich klientów wobec malutkich, niedojrzałych papisiów.

Chce się zapytać: ”A kiedy Pani/Pana dziecko nauczyło się pisać wiersze?” Przecież najpierw poznało literkę A. Dopiero potem B. Po jakimś czasie dotarło do Z. Następnie zaczęło układać pierwsze wyrazy, a z nich zdania. Najpierw zdania proste, a potem współrzędnie złożone. Nastąpił czas eksperymentów z pierwszymi krótkimi historyjkami, a potem opowiadaniami. A w końcu dziecko nauczyło się redukować nadmiar słów do formatu poezji ;-).

Tak samo jest ze szczeniaczkiem. Zanim będzie poezja na smyczy, najpierw będzie dużo prozy. Prozy życia.

Na naszym psim przedszkolu, gdy słyszę kolejne utyskiwania przewodników na swoje szczeniaki to powtarzam do znudzenia, że mam dla nich dobrą nowinę -> ”Wszystko co najgorsze dopiero przed Wami! Radujcie się, póki macie tak małe problemy!”

Oglądaliście ”Dzień świra”? Brutalnie śmiesznie prawdziwa kwestia wypowiedziana przez Adama Miauczyńskiego oddaje poziom kompetencji do podejmowania ważnych decyzji i prezentowania rozsądnych zachowań przez młode osobniki (wszelkich gatunków!):

1381536444_exd9go_600

(źródło: https://demotywatory.pl/4217671)

NIE uważam szczeniaków/młodych psów za kretynów 😉 Ta przekomicznie przerysowana konstatacja Adasia każe mi jedynie pamiętać, że młode stworzenia mają zbyt mało doświadczenia, aby podejmować rozsądne wybory, wyciągać wnioski i je pamiętać ;-), a najsłabiej rozwinięta u nich umiejętność to kontrola impulsów. Pozbawione jej, a także kompetencji, których nabywa się wraz z doświadczeniem w procesie szkolenia, gubią opanowanie w sytuacjach, które życie przed nimi stawia.

Zebrałem typowe, powodujące regresy szkoleniowe,  w mojej praktyce najczęstsze, psieszkody stające na drodze młodych psów (młode, jak już ustaliliśmy w poprzednim shocie, to psy w wieku 6-24 miesięcy) i podstawowe, oczywiste, proste, ogólnikowe komentarze. Tak podstawowe, oczywiste, proste, ogólnikowe, że już mało kto o nich pamięta. A zwłaszcza właściciele młodych psów. Tych do życia, do sportu czy do służby.

1) WRODZONE PSIEDYSPOZYCJE. Pies zachowuje się zgodnie ze swoją naturą – naturalne psiedyspozycje w skrajnie nienaturalnych warunkach miejskich stają się prawdziwym ”bólem dupy”.

Posokowiec nie odrywający nosa od byle zapachu, labrador kompulsywnie noszący byle co w pysku, sheltie szczekający z byle powodu. Byle to gówniarstwo wyrosło z tego? Pobożne życzenia!

Czy jeśli zaoferujemy psu alternatywne zajęcia (często idące w sukurs jego genetycznym tendencjom) to niepożądane zamienniki, miejskie wersje tych zajęć ulegną unicestwieniu? Czy zabawa w przeciąganie szarpakiem wygasi u psa chęć mordu gołębi i jeży? Wbrew oczekiwaniom wlaścicieli odpowiadam – nie. Raczej rozwinie jego skille w rozszarpywaniu ptactwa i gryzoni. Ale jest szansa, że będzie miał na to mniej siły. I nie będzie tego robił z nudów ;-).

Praca węchowa, dummy, pasienie. Dyscyplin, które możecie razem uprawiać nie brakuje, ale nie nastawiałbym się na to, że jeśli z naszym border collie pojedziemy na wioskę na zajęcia z pasienia owiec, to przestanie zaganiać auta/biegaczy/rowerzystów w mieście. Danie alternatywy to jedno, zakazy to drugie. Kolejność tylko bywa różna ;-).

Lola pasła owieczki, biegała agility, trenowała obedience, pracowała nosem.  Czemu nadal zagania na spacerach Gutka? Owszem, też dlatego, że jej tego nie zabraniam 😉 Poza tym tak się dziad wlecze, że jak go babuszka skubnie w tyłek to wrzuca drugi bieg. No i lepiej żeby pasła Gutka niż rowery, auta, samoloty, ptaki.

Wiele zachowań wynikających z wrodzonych predyspozycji, da się stłumić, niektóre z nich czasem mniej, czasem bardziej zmodyfikować, pożyteczniej/konstruktywniej ukierunkować, zamieść pod dywan zapewniając psu zajęcia, które jego naturalne potrzeby zaspokoją w warunkach temu sprzyjających. Ale całkowite ich pozbycie się często pozostaje w sferze marzeń. Zostaje to ujęte jednak w takie ryzy, że da się z tym żyć ;-).

Trzeba się liczyć z tym, że w pewnych warunkach (posokowiec w lesie, labrador przy śmietniku ;-), sheltie, gdy za drzwiami mieszkania idzie sąsiad) nasze psy mogą do końca życia szlifować swoje naturalne umiejętności. Dla miłośników natury – a raczej są nimi wszyscy posiadacze psów, skoro nawet myśliwi za takich się uważają – to chyba nie takie ogromne wyrzeczenie to zaakceptować ;-).

Nr 1 i nr 2 chodzą parami. Bo popędy to żywioł. Żywioł niekontrolowany.

2) SŁABA KONTROLA IMPULSÓW / REAKTYWNOŚĆ. Pies chce – pies bierze. Pies zauważa (nosem, uszami, oczami) – pies reaguje. Pies myśli – pies żartuje ;-).

Czy naprawdę uważasz, że psu najlepiej obserwuje się świat zewnętrzny, kiedy na środku ulicy przeciaga się z Tobą szarpakiem i głowa mu lata na lewo i prawo? Myślisz, że cokolwiek zapamięta z tego co zobaczył? Wierzysz, że w ogóle cokolwiek poza zabawką dostrzegł? Masz nadzieję, że okiełznasz jego reaktywność względem poruszajacych się obiektow, ludzi, innych psow, gdy będziesz przekierowywał jego uwagę na siebie z pomocą piłek i szarpaków?

Robisz z niego pingpongistę – ping i jest przy Tobie (bo tu jest piłeczka), pong i go nie ma (bo nie ma przy Tobie piłeczki…) I tak odbija się Twój pies od jednej ekscytacji do drugiej.

Gdy nasze z psem obcowanie pojmujemy jako aktywność, która ma być zawsze ekscytująca, porywajaca, oszałamiająca, to szkoleniowa mantra, mówiąca, że ”każda chwila z psem to trening”, może przynieść destrukcyjne skutki dla psa. Pamiętajmy, że trening z czworonogiem to też trening ”nic nie robienia”. Albo robienia monotonnego.

Chcesz poznać moje ulubione ”sztuczki” na naukę kontroli impulsów?

– leżenie w miejscu na spacerze podczas np. odpoczynku w parku, w kafejce czy na przystanku autobusowym

– chodzenie przy nodze na smyczy

– jogging

– masaż

– przebywanie w klatce.

Nudy nie? Bo tak ma być. Czasem ma być nudno, ospale, biernie, statycznie, spokojnie. Nie od święta. Regularnie.

Pamiętam jak pewnego dnia, ”za dzieciaka”, było mi piekielnie trudno zostać w domu jak mi mama zabroniła wyjść do kolegów na podwórko. Byłem bardzo aktywnym, ruchliwym, ”sportowym”, impulsywnym dzieckiem. Statyka nie była w mojej naturze. I akurat tego dnia mama postanowiła, że najwyższa pora by statyka dołączyła do grona moich przyjaciół. Czerwony ze złości tupałem nogą w ziemię, uderzałem głową w ścianę, wydzierałem się. W końcu z nudów złapałem za książkę (OK., to pewnie był ”Kajko i Kokosz”, albo ”Tytus, Romek i A’tomek”). Zacząłem się uspokajać. Jeden z pierwszych razy kiedy na niskich emocjach zrobiłem coś, co sprawiło mi frajdę. To jeden z pierwszych świadomych przebłysków, wspomnień mojego życia. Wreszcie na chwilę zwolniłem. A razem ze mną świat wokół. Od tej pory moja percepcja nie ograniczała się wyłącznie do klocków Lego, zaistniały też książki, kredki, fortepian (sic!). Myślę, że podobnie jest z psami. Jeśli tylko im to umożliwimy, a czasem do tego zmusimy. Chociaż mam wrażenie, że bardziej to my się do tego zmuszamy.

Nie stawianie czoła numerowi 2 zwiększa szanse na to, że jak grom z jasnego nieba spadnie nr 3. Bo w świecie, gdzie nie panujemy nad emocjami, nad emocjami panuje świat…

3) STRACHY. Pies zaczyna mieć przeżycia duchowe – wszędzie widzi duchy, otoczenie zaczyna być ”straszne”.

Zdarza się, że słyszę: ”on/ona tak tylko udaje, chce uniknąć wykonywania poleceń” lub ”on już tyle razy był nagradzany za inne reakcje, nie powinien już się tak przejmować”. Psy nie udają. Nie uczłowieczajmy ich bez potrzeby… I nie myślą o tym co ”powinny”, gdy są przestraszone. Po co pies miałby sobie to robić i samemu doprowadzać się do stanu ”trzęsącej galarety” czy  ”rozwrzeszczanej surykatki”?

Nie zmusisz go do tego, żeby się nie bał. Najgorsze co możesz zrobić to dowalić mu swoimi ”sfrustrowanymi” oczekiwaniami. Zaakceptuj to, że Twój pies się boi, nawet jeśli to strach irracjonalny (taki jest tylko dla Ciebie). Nie odbierze to Tobie godności, że nie masz psa-czołgu. Ty bądź jak czołg jak Cię to kręci, ale psu pozwól być sobą.

Miej oczy szeroko otwarte (nie ze strachu 😉 ), przewiduj, zapobiegaj, stopniowo pracuj nad podwyższeniem progów reakcji.

Wymagaj TYLKO tego czego nauczyłeś, co wiesz, że pies rozumie, i co było już wielokrotnie wzmacniane. A gdy pies widzi duchy, nie wymagaj nawet tego. Jeśli drastyczne obniżenie kryteriów i przejście z pracy na zabawę nie pomaga psu się ”odbić”, lepiej przerwać niż forsować na siłę to co sobie zamierzyłeś i ryzykować, że pies zamiast się odwrażliwić, uwrażliwi się jeszcze bardziej, głębiej zaszyje w swój kokon i straci resztki zaufania do Ciebie.

Nr 3 jest równie często wynikiem niedostatecznej socjalizacji, jak i nadgorliwości związanej z nr 4.

4) PRZEBODŹCOWANIE. Pies sobie nie radzi z natłokiem dopalaczy, którymi go faszerujemy.

W imię źle pojętej socjalizacji zalewamy psa sosem stymulantów – zabawa, jedzenie, środowisko, aktywności, zwierzęta, ludzie, i MY (celowo Caps Lockiem, bo nas jest NAJWIĘCEJ). Dostaje tego tyle, że idzie się od tego porzygać. Wylewa mu się uszami, to zapychamy oczy, oczy zapchane, to ładujemy się przez nos… Wydawaloby się, że niczego gorszego od faszyzmu człowiek nie wymyśli. A jednak…

Twój pies ma problem z uspokajeniem się w domu po spacerze? Przestał chcieć wychodzić z mieszkania? Zaczął się bać autobusów, a do tej pory tak grzecznie w nich zasypiał? Ucieka pod stół, jak wiatr zawieje o szyby? Wbrew powszechnym interpretacjom, nie musi to oznaczać, że miał za mało ekspozycji na różne bodźce, ale wręcz odwrotnie – przejadło mu się. Zrób mu na jakiś czas głodówkę od dopalaczy.

Nadgradzaniem (nadgradzanie to nagradzanie ponad miarę) można zrobić psu więcej krzywdy niż pożytku. Szukajmy równowagi. Bo nr.5 też nie jest pożądaną alternatywą.

5) NISKA WARTOŚĆ NAGRÓD. Pies przestaje się interesować zabawkami/smakołykami.

Czasem to tylko etap przejściowy, nadmiar bodźców walczy o rozedrganą na lewo i prawo uwagę psa. Czasem tylko nam się wydawało, że pies się nimi interesował. A czasem to my wszystko psujemy.

O motywacji powstały już miliony blogów, i to temat rzeka, nie na jeden wpis, a co dopiero podpunkt. Jedyne co dodam tu naprędce od siebie to: zanim powiesz, że pies przestał się interesować nagrodami to upewnij się czy zanim to się stało to Ty nie zacząłeś się brzydzić tłustych parówek, zapominać zabierać na spacery saszetkę ze smakołykami, narzekać na zakwasy po zabawie w przeciąganie, dawać się psu wybiegać z innymi psami, bo tak łatwiej?

Realnie patrząc, mamy nierealnie ubogą ofertę jeśli chodzi o walutę, którą możemy psu płacić. Jedzenie i zabawki. Tylko dwie rzeczy do ogarnięcia, a takie to trudne? Tak łatwo z nich rezygnujesz?

Od 14 lat ciągle natykam się na opinie, że możemy także wykorzystać nagrodę socjalną (pochwały i głaskanie), ale to jeden z wielu farmazonów powielanych tak nagminnie, że właściciele w to wierzą.

Przeciętny szczeniak potrzebuje i ceni dotyk i ”dobre słowo”. Zwłaszcza w domu na kanapie, jak nie ma nic innego ciekawszego do roboty. Ale wyjdź na dwór, spuść go ze smyczy i pokaż mu psy. A potem postaraj się pochwałami i głaskaniem utrzymać przy sobie. Tyle w temacie.

Na zajęciach biję klientów rózgą po rękach jak tylko psa dotykają. I wtedy znowu się okazuje, że karanie jest skuteczne i poprawia relację z psem. Jak tylko kończą ”pieścić” psa (co za obrzydliwy zboczeniec wymyślił, że pieszczoty dla psa to nagroda???), ten przestaje od nich uciekać, ziewać, tulić uszy, odwracać głowę.

Sprytne zarządzanie nr 5 poprawi nasze wyniki na polu nr 6.

6) MAŁE ZAANGAŻOWANIE WE WSPÓŁPRACĘ / SŁABA RELACJA. Pies jest słabo zainteresowany komunikacją z właścicielem, a ten czuje się jak słup do którego ktoś przyczepił obcego psa.

Obejrzyj te 2 klipy (ABSOLUTNIE NIE DO KOŃCA!) przedstawiające dwie imprezy:

1-

 

2-

 

Jesteś z psem na tej samej imprezie? Ta, jasne, chyba za dużo wiśniowej nalewki wypiłeś… Podpieraj ścianę dalej, a młodości daj się wyszumieć.

Masz już swoje lata i nie będziesz się wygłupiać? A wiesz, gdzie to Twojemu psu lata? Zamiast męczyć się z psem (i jego męczyć) może lepiej kup akwarium i przerzuć się na spełniające życzenia złote rybki. Jeśli poczułeś się urażony, weź głęboki oddech, i zatrzymaj się przy tym punkcie na moment dłużej.

Nie chodzi o to, żeby młodość to było wieczne party. Ale jak idziesz z psem na imprezę (trening) to – MA BYĆ GRUBO! Wielkie pajdy chleba, masła na bogato co najmniej warstwa 2cm i nakładaj suto wędlin! Zdejmuj obcasy (lub lakierki) i białe rękawiczki, właź na stół i przygotuj się na ”rumble in the jungle”.

Bądź w tym szczery! Wiem, że do szczerości ciężko się zmusić, ale – ponieważ nie ukrywam, że używam w szkoleniu przymusu –  zawsze KAŻĘ klientom wyluzować i pozwolić sobie na chwileczkę zapomnienia. Psy genialnie czytają mowę ciała. Jeśli ja widzę, że klient tylko ”udaje fajnego”, pies widzi to w stokrotnym powiększeniu. Dlaczego wybiera inne psy? Bo widzi gołym okiem, że też lubią sobie poszaleć pod ”techniawkę”. Ciężko będzie je przekonać do Hanny Banaszak.

Dla młodego psa życie to coco jumbo w małpim gaju, a nie wielka cisza w klasztorze zakonu Kartuzów. Jak byłeś młody to układałeś pasjansa i rozwiązywałeś krzyżówki? Czy tłukłeś szyby w byłej szkole i rzucałeś z okien jajkami w przechodniów (tak, byłem kretynem!)? Więc albo wkraczaj do akcji i przejmij główną rolę, albo jak to zgrabnie ujął kiedyś Pan Prezes Kaczyński –  ”spieprzaj dziadu” (kobiet nie będę tu obrażał, już nie jestem młody … 😉 )

Nr 6 wcale się nie kłóci z nr 4 w kwestii zabawy. Chodzi o to, czy poza party zapewniasz psu też ”zwykłe”, ”nudne” spacery. Trudno mu się dziwić, że wariuje jeśli zabierasz go na imprezy codziennie. Daj mu czasem odsapnąć od zabawy i sprawdź jego szkolny zeszyt – jest tam porządek? Numer 7, do tablicy!

7) BRAK UMIEJĘTNOŚCI rozwijanych w KOMPETENCJE. Pies ”przestaje umieć”, a właściciel jak katarynka powtarza ulubioną mantrę – ”No przecież on to już umiał!”.

Przestań mysleć o psiedwczoraj, skup się na tym czemu dziś nie wychodzi, bo co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Albo bardziej poetycko: właśnie pierwszą lekcję odbierasz, że psy to stworzenia z tu i teraz.

Być może Twój pies nie przestał umieć, tylko w ogóle nigdy nie umiał. Umie, bo zrobił wczoraj dwa razy w domu?

Upewnij się, że robił też poza domem. Wiele razy. Wszyscy powtarzamy, że psy słabo generalizują. Powtarzamy mantry, ale nie powtarzamy … ćwiczeń.

Tymczasem podstawowe skille z zakresu posłuszeństwa to gwarant bezpiecznej struktury, w ramach której pies może poznawać środowisko bez narażania się na przerastające go sytuacje.

Baza w posłuszeństwie to podstawa jakiejkolwiek konstruktywnej pracy z psem, tej życiowej, sportowej czy służbowej.  Ktoś o tym jeszcze pamięta???

Ja wiem, że czasy kiedy w zawodach obedience w Polsce startowały skrajnie nieposłuszne, niegrzeczne, niebezpieczne psy, mamy już za sobą. Ale jeśli uprawiasz którąś z dyscyplin sportowych i masz problem ”przekręconego” psa (to pies nakręcony na pracę tak mocno, że nie jest jej w stanie poprawnie wykonywać 😉 zanim zaczniesz szukać ratunku w samokontroli, rezystancji, nauce rezygnacji, czy innych ”technicznych” ćwiczeniach ukierunkowanych na kontrolę impulsów, upewnij się, że Twój pies potrafi …chodzić grzecznie na smyczy, wracać na zawołanie,  leżeć bez ruchu na miejscu przez 5-10 minut.

Gdy nauczysz psa znaczenia komend – masz umiejętności. Dopiero umiejętności zahartowane przez rozproszenia to prawdziwe kompetencje.

Mając przetarcie na psieszkodach od nr 1-7, jesteś na dobrej drodze by stawić czoła nr.8.

8) KONKURENCYJNE BODŹCE i ROZPROSZENIA. Pies odkrywa, że nie jesteśmy centrum wszechświata, zaczyna się nadmiernie ekscytować otoczeniem (zapachy, ludzie, obiekty, inne zwierzęta, płeć przeciwna ;-).

Czasem wina leży po naszej stronie – szkolimy psa z wyczuciem T-Rexa w składzie porcelany (na miano słonia trzeba się napracować). Wszystko wokół takie kolorowe, a my … tacy czarno-biali (i nie mam tu na myśli czytelnego przekazu 😉 Bo w tym kontekście czerń i biel to zbytnia przewidywalność, powtarzalność, schematyczność – wieje nudą.

Czasem ”ten typ tak ma”. Wziąłeś stereotypowego niezależnego huskiego i chciałbyś z niego zrobić stereotypowego posłusznego border collie? Lubię ambitne projekty, ale fantazje oglądam na szerokim ekranie. Widziały monokle co brały. Dźwigaj teraz swój krzyż i nie obciążaj nim psa.

Nie zakładaj, że skoro wydałeś na psa 5 tysięcy PLN to powinien Ciebie kochać najbardziej. Na bycie w centrum świata psa trzeba zasłużyć ciężką pracą. Środowisko jego uwagę będzie miało za friko. Pogódź się z tym i zakasaj rękawy, bo w przeciwnym razie zapłacisz za to dużo większą cenę.

Nie stawiaj przed psem zbyt dużych wyzwań, rozproszenia dawkuj stopniowo i naucz się rozpoznawać co jest w jego zasięgu, a co poza.  Najlepsza inwestycja szkoleniowa to rozwijanie umiejętności koncentracji na Tobie. Umysł młodego psa to stonoga, której każda noga biegnie w inną stronę. Jeśli łapki będą podążać tą samą ścieżką co Ty – to połowa drogi za Wami! Bez skupienia na Tobie nie ma mowy o skupieniu na zadaniach.

Dotarłeś już do punktu, gdzie na drodze może Ci stanąć już tylko jedno ->

9) OCZEKIWANIA PRZEWODNIKA. O tym było już sążniście w poprzednim shocie.

Śmiało – wróć do niego jeszcze raz!

https://tomekjakubowski.pl/2018/05/05/psiespresso-shot-12-poszczekiwania/

 

Nie biegnij po tym torze psieszkód jak po torze agility. Raczej się przechadzaj, zwiedzaj, eksploruj. Jeśli któraś z psieszkód nadaje się do renowacji to łap za młotek 😉 i naprawiaj.

Często problematyczne zachowania naszych młodocianych podopiecznych to mix kilku psieszkód. Czyli np.: pies jeszcze nie zgeneralizował umiejętności, a dodatkowo ćwiczymy w dużych rozproszeniach; albo jest słabo zaangażowany w pracę z przewodnikiem, a dodatkowo pojawiają się bodźce wywołujące reakcje lękowe.

Powyższa lista to wierzchołek góry lodowej i nie wyczerpuje tematu. Vince Lombardi, legandarny trener futbolu amerykańskiego, powiedział kiedyś – ”Osoba stojąca na szczycie góry nie spadła tam z nieba.” Jest jedna rzecz na której brak przy szczeniaku nikt nie narzeka – bogactwo psieszkód w drodze na sam szczyt. Tego Ci nigdy nie zabraknie. A jak to moja babcia zwykła powtarzać: ”Od przybytku głowa nie boli.” I polewała kolejny kubek kompotu.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s