PSIESPRESSO SHOT #20 OILI

45072022_195150154709988_5420070778466992128_n

Oili Huotari, Mistrzyni Świata obedience z Finlandii, była jedną z instruktorek prowadzących International Obedience Boot Camp w Danii, w którym to obozie miałem przyjemność uczestniczyć w roli obserwatora. Oilli rozpoczyna cykl wpisów o szkoleniowcach z tej imprezy – ich filozofii treningu z psem i metodach, które promują.

Oili dała mi się poznać jako bardzo konkretna i konsekwentna szkoleniowiec. I jako dowcipny i szczery człowiek.

Wspominała we wprowadzającym wykładzie m.in. o tym, że jej pierwszymi psami do obedience były border terriery i że przysporzyły jej wielu upokorzeń (z obydwoma startowała w najwyższej klasie). Mówiła to z uśmiechem na ustach -> z perspektywy czasu ewidentnie doświadczenia te (a ściślej rzecz ujmując wnioski z nich wyciągnięte) umocniły jej charakter i sprawiły, że stała się lepszą szkoleniowiec i lepszą zawodniczką. Wielu ze słuchających mogło się odnieść do jej doświadczeń (widać było po ich pełnych zrozumienia minach 😉 ), a mnie samemu przyszło do głowy wspomnienie debiutu w agility z Gutkiem, na którym we wszystkich trzech przebiegach mój pies zdyskwalifikował się, przechodząc pod tyczką na pierwszej przeszkodzie :-). 

No to przejdźmy do konkretów, czyli tego co tygryski i Oili lubią najbardziej.

Stres i hiper-ekscytacja

Jeśli pies jest zbyt zestresowany lub nadmiernie pobudzony Oili daje mu zabawkę, żeby z nią biegał i się nią „sycił” tak długo jak chce. Nie wchodzi wtedy z psem w interakcję, bo nie chce, żeby z nią o zabawkę „walczył”. Nie chce, żeby ekscytacja wzrastała, tylko żeby zwierzak się uspokoił, zszedł z emocjami niżej. Dzięki temu łatwiej jej później zacząć konstruktywny trening.

Oili opowiadała o swojej koleżance, która zawsze przyjeżdża na miejsce treningu conajmniej godzinę przed czasem. Najpierw idzie z psem na 30 minutowy spacer, a potem daje mu piłkę, żeby się „wysycił”. Następnie jest chwila na odpoczynek, kilka ćwiczeń, i znowu wysycenie piłką. Dzięki temu schematowi pies uczy się trenowania na optymalnych emocjach. A przewodnik tego, jak dużo obedience wymaga poświęcenia oraz jak skrupulatnych, przemyślanych przygotowań do właściwego treningu.

Ogromnie mnie ucieszyła wzmianka o kolejnej rzeczy, którą Oili praktykuje, żeby uspokoić psa i zmniejszyć ryzyko wokalizacji. Moja radość (i satysfakcja! 😉 wynikała stąd, że sam ów – na pierwszy rzut oka absurdalny pomysł – wcielałem w życie ze swoim Bogusiem. Oili nagradza psa za … oddychanie (sic!). Oddychanie w trakcie ćwiczeń, a zwłaszcza w miejscu rozpoczęcia ćwiczenia, gdzie psy często się spinają, sztywnieją, fiksują, blokują mentalnie. Dotyczy to w szczególności border collie (to w końcu „najłatwiejsza” rasa ;-). Kiedy zamykają pysk i przestają oddychać – nakręcają się, emocje zaczynają szybować w górę. Uwarunkowanie nagrody od decyzji ze strony psa, żeby „odpuścić”, to jeden z częściej stosownych przez Oili sposobów na to, żeby wpływać na stan umysłu swojego czworonoga. 

To co ze swojej strony mógłbym podradzić, co może tylko trochę mniej absurdalnie zabrzmi, to także uzależnienie od swobodnego oddychania możliwości wykonania ćwiczenia. Boguś nie usłyszy komendy (pozwolenia na wykonanie ćwiczenia) dopóki nie weźmie trzech buddyjskich oddechów ;-). Sam bardzo często do tej starożytnej techniki sięgam i z całego serca Wam polecam – zwłaszcza właścicielom „niecierpliwych” psów.

Nadaktywny nostradamus

Z uberaktywnymi psami robi dużo „niespodzianek” – wysyła do aportu i tuż przed nim prosi o siad. W umiejętności jasnowidztwa u border collie (a z tą rasą ma głównie do czynienia) jest wielka siła, ale może się ona na zawodach obrócić przeciwko nam.

Jeśli pies się grzeje przed wysłaniem np. do kwadratu, to dużo nagradza przy nodze za wyżej wspomniane oddychanie 😉 i spokojny stan umysłu. Czasem rozsypuje jedzenie na trasie do kwadratu – pies biegnąc przez tą pułapkę musi przejść z emocji na rozsądek ;-). 

Gdy jej pies się grzał przy wysłaniu do znacznika przed aportem kierunkowym to rozsypywała przy nim żarcie i po komendzie zwalniała do żarcia – jeśli pies ignorował jedzenie, bo liczył na pozwolenie na dalsze bieganie/ruch, ona upierała się żeby zjadł do ostatniego okrucha na ziemi.

The Koncentracja

U psów, które się łatwo dekoncentrują Oili kładzie duży nacisk na zachowanie przy pozycji zasadniczej. Chce psa aktywnego, czujnego, w stand-by, a nie pasywnego, niezaangażowanego, „siedzącego sobie” przy nodze. Bardzo dużo nagradza za aktywny wyraz przy nodze – pies wyprostowany, napięty, wyciągnięta szyja, głowa zadarta do góry. Dla Oili pies, gdy siedzi przy nodze, pracuje! Nawet jeśli pies jest w kompletnym bezruchu i brak fajerwerków – to jest wciąż praca! „Czy Twój pies nadal pracuje?” – wielokrotnie pytała uczestników obozu, którzy mieli problem „dekoncentrującego się przy nodze” psa. 

Oili najpierw buduje u psa obraz tego, gdzie powinien trzymać pysk. Wyłapuje z pomocą klikera momenty, gdy pies pręży szyję ku górze będąc skarmianym smakołykami. Następnie nagradza trwanie w tej pozycji z dłonią ze smakołykami poza zasięgiem kufy psa, żeby ostatecznie wycofać wszelkie pomoce. Dopiero, gdy jasna dla psa jest pozycja głowy, Oili zaczyna poruszać się z psem przy nodze do przodu, krok po kroczku.

Mistrzyni równie hojnie i często nagradza psa w pozycji przy nodze zanim go wyśle w ćwiczeniu tego wymagającym, tak by wartość bycia w pozycji zasadniczej dla psa była bezdyskusyjna. Kładzie na to nacisk zwłaszcza u młodych (wiekiem i stażem) psów.

Jednym z najczęściej stosowanych na obozie remediów na rozpraszanie w chodzeniu przy nodze było przećwiczenie rozpraszania psa w statyce (pies w pozycji zasadniczej lub w komendzie „waruj” obok przewodnika) i korygowanie za nieposłuszeństwo i uleganie podpuchom ze strony pozorantów. Korekty przybierały formę „rozmowy w cztery oczy” (więcej o tym trochę niżej). Oili bardzo mocno zaznaczała, że ćwiczenie ma umocnić psa, a nie zgnoić/stłamsić i wykazała się ogromnym wyczuciem w pilotowaniu uczniów w tym procesie. Starała się zapewnić psu wiele powtórek zakończonych sukcesem, jednocześnie bardzo czytelnie tłumacząc co jest błędem. 

Patrząc na jej pracę przypomniałem sobie to co  powtarzam jak mantrę na swoich zajęciach – jest zasadnicza różnica między tym, czy finalnie pies patrzy na Ciebie i ignoruje to co wokół, bo wie, że nie wolno patrzeć na otoczenie, a MUSI patrzeć na Ciebie, a tym czy robi to, bo nie chce patrzeć na otoczenie, a CHCE patrzeć na Ciebie. Dążymy do uzyskania tego drugiego. Ale zbyt często zapominamy, że droga do tego prowadzi nie tylko przez powiedzenie psu co mu wolno, ale również na co nie może sobie pozwalać.

Gaśnięcie w chodzeniu przy nodze

Gdy pies opada jej trochę w emocjach w chodzeniu przy nodze i opuszcza głowę, prosi go o targetowanie nosem dłoni trzymanej na wysokości lewego biodra -> ma to być bardzo aktywne, bardzo intensywne, powielone kilka razy z rzędu uderzenie nosem o dłoń (Oili obrazowo pokazywała, że chce widzieć, że pies przez mocne szturchnięcia, aż wykrzywia na bok nos). 

Nie jest to dla Oili nic na kształt rozweselacza, śmiesznej sztuczki na poprawę humoru, a raczej rodzaj „zemsty” za brak zaangażowania. Komunikat, który chce przekazać psu to -> „Halo! Działaj! Obudź się! To jest praca! Musisz być aktywny!”. Mimo, że jest to rodzaj reprymendy, to daje to jej psu moc i kopa, bo żeby wykonać target nosem tak jak ona tego wymaga pies musi w to włożyć sporo wysiłku, musi się naprawdę obudzić! Dopóki pies nie wykaże się ekspresją i zaangażowaniem powiela komendę na target nosem. 

Na dalszym etapie wycofuje bezpośredni target nosem, a przekształca to w „podskoki” przy nodze (pies skacze w górę w kierunku w którym uprzednio trzymana była dłoń do targetowania).

(Na marginesie Oili wspomniała, że sama ma psa, który ma tendencje do gaśnięcia w chodzeniu przy nodze w nowych miejscach i żeby go „nauczyć”, że musi być aktywny i silny „no matter what” wynajmuje obecnie hale na godziny w 6 różnych miejscach…)

Power command

W wypadku, gdy pies gaśnie przy nodze na starcie przed jakimś ćwiczeniem, używa „power command” jako budzika („raz, dwa, trzy!!!”). W treningu buduje ją ścigając się z psem do nagrody i konkurując o nią. To co ważne, a co wielu zawodników gubi, to żeby ścigać się też z pozycji przy nodze, bo inaczej pies wie, kiedy na serio będzie musiał dać z siebie wszystko, a kiedy to ściema… W treningu uczy psa przedkomendy na ściganie, redukując pomoc do minimalnej, niedostrzegalnej dla sędziego na zawodach – ostatecznie chce, żeby pies będąc w pozycji zasadniczej, po tym jak usłyszy z jej ust słowo „raz”, był gotowy na plucie ogniem ;-).

Nagroda socjalna 

Po właśnie wykonanym ćwiczeniu i zaparkowaniu przez psa przy jej nodze, zanim go nagrodzi zabawką lub jedzeniem, zwalnia go z pozycji przy nodze, czeka, aż pies zacznie z nią „tańczyć” i odpowie jej uśmiechem i dopiero po jego reakcji na „taniec” daje mu dostęp do nagrody. 

Co jeśli pies się nie otwiera na „taniec” i zachęty do wejścia w kontakt z przewodnikiem i preferuje kontakt z zabawką ;-)? -> w oddzielnych sesjach uczy psa właściwej reakcji, tego, że musi pójść w tango ;-), żeby otrzymać nagrodę. W tym celu robi tak, że kładzie zabawkę na ziemi, prosi psa, żeby obok niej zrobił np. siad, zwalnia, cieszy się, i dopiero po odpowiedzi ze strony psa pozwala wziąć nagrodę. 

Wychowanie, posłuszeństwo, bla bla bla

Naukę spokojnego, grzecznego czekania w miejscu zaczyna w domu. Siada na ziemi z psem na smyczy i każe mu leżeć obok siebie. Kiedy ten próbuje się szamotać albo wstawać każe mu położyć się z powrotem. Następnie zwiększa wymagania i oczekuje czekania na miejscu, kiedy ona szykuje jedzenie, kiedy ubiera się do wyjścia, kiedy bierze smycz do ręki etc. Jeśli pies dyskutuje, zwraca mu uwagę -> dużo mówi do psa – „Hej, co z Twoim słuchem? Czyżbyśmy musieli pójść do laryngologa?” Nigdy nie okazuje psu gniewu, jest bardzo konsekwentna, stanowcza i obleśnie 😉 czarno-biała.. Nie pozwoli mu osiągnąć tego co chce, kiedy ma niezdrowe, zbyt wysokie emocje.

Brzmi jak zwykłe, nudne posłuszeństwo? To zwykłe, nudne posłuszeństwo jest jednym z fundamentów obedience -> słabo się sprzedaje, więc mało kto chce o tym mówić. Mistrzyni Świata może sobie pozwolić na mówienie o nudnych rzeczach, trzykrotne podium na Mistrzowstwach Świata robi jej sprzedaż 😉 A serio, to Oili jest po prostu szczera i uczciwa. Kilku uczestnikom obozu musiała przypomnieć co po angielsku oznacza słowo obedience (nawet jeśli to posłuszeństwo sportowe, nie zmienia to istoty tej dyscypliny). 

Do tematu posłuszeństwa będę jeszcze wracał w kolejnych wpisach, bo jest mi niezmiernie bliski, a tu tylko nadmienię, że powyżej opisane ćwiczenie jest jednym z podstawowych do których odsyłam zawodników różnych dyscyplin, którzy przychodzą do mnie narzekając na problem psa z kontrolą impulsów, brakami w samokontroli, które to bolączki utrudniają im pracę z psem w wybranej dyscyplinie. Rzadko spotykam się z entuzjazmem, jeszcze rzadziej z natychmiastowym zrozumieniem. Tymczasem najczęściej okazuje się, że sedno problemu tkwi w brakach w posłuszeństwie. Uprzedzam – jeśli masz nieposłusznego, niewychowanego psa to mata węchowa, długie spacery, wyrafinowane sztuczki z psem czy obediencowe narzędzia w stylu rezygnacji, samokontroli czy rezystancji sprawy nie załatwią… 

Łuki („bananowe linie”) w wysyłaniu

Zanim przejdziemy do lapidarnego nerdowania o różnych technicznych duperelkach, poświęćmy dłuższą chwilę dla zmory miłośników border collie. 

Gdy pies biegnie łukiem do targetu (i na wszelkich prostych) żeby ten łuk niwelować, Oili kładzie zabawkę po boku linii (od strony łuku), tak żeby pies chciał jej unikać. Robi to naprawdę bardzo długo – na pytanie „jak długo?” odpowiedziała, że dopóki nie zrobi psu całkowitego prania mózgu ;-). Po takiej sieczce jej pies „idzie na pamięć mięśniową”, zakładając, że zabawka jest zawsze schowana z boku. 

Przy wysyłaniu do przodu, jeśli pies biegnie w prostej linii, a jedynie na końcu przed targetem robi łuk (przygotowując się do zwrócenia frontem do przewodnika), to woli ćwiczyć na jedzenie i rezygnuje z targetu. Kładzie wtedy pojemniczek z jedzeniem tuż przy ścianie hali lub w trawie na końcu ringu.

W temacie samych targetów Oili ma jednoznaczną opinię – rozmiar ma znaczenie! 😉 Ona sama jako targetów używa np. mat samochodowych. Uczy psa, żeby naprawdę w nią mocno i intensywnie uderzał łapami, tak jak my kopiemy w automat z Colą, gdy pożera nam monety (znowu robi „brain-wash” 😉 ).  Dopóki na małej odległości nie ma intensywności nie oddala się od targetu. Jeśli pies robi wolno lub niechlujnie to ściga się z psem i kradnie target. 

Dzięki skrupulatnemu pilnowaniu kryteriów na końcówce wysyłania (najkrótsza możliwa droga, mocne uderzenie, głowa skierowana do samego końca w kierunku targetu) zmniejsza ryzyko, że w przyszłości będzie się borykać z nadmiernymi „bananami”. 

Kącik nerda 😉

Budowanie blokad w przywołaniu 

  • ucząc, odrzuca smakołyk na ziemię kilka metrów przed siebie, a gdy pies po zjedzeniu wraca Oili prosi na początku o daną pozycję jak jest już bardzo blisko niej -> ma wtedy dużo lepszą kontrolę nad techniką, może na nią wpłynąć gestami naprowadzającymi, a psu łatwiej trzymać kryteria, bo poznał wcześniej pozycje w statyce, gdzie pracował blisko przewodnika.

Szybki siad w marszu i po pachole 

  • żeby przyspieszyć siad w marszu czy blokadach po pachole prosi psa o wysoki podskok przednimi łapami i jak opada daje komendę na siad – uczy w ten sposób szybkiego przerzucania ciężaru ciała na zad

Zmiany pozycji – przyspieszanie i stój-siad na nieruchomy tył

  • żeby przyspieszyć wszelkie pozycje robi z tego zabawę -> drażni się z psem, ucieka mu, prosi o podskoki i nagle zaskakuje komendą na wybraną pozycję
  • w parze stój-siad w zmianach pozycji na nieruchomy tył używa skrzyneczki, najpierw łapy przednie na skrzynce i pies zdejmując je ze skrzynki opada na zad; drugi etap to wersja trudniejsza -> łapy przednie na ziemi i pies wspina się nimi na skrzynkę celem wykonania siadu

Pachoł i ciasne skręty

  • ciasne skręty wokół pachoła – umieszcza jeden smaczek na miseczce za pachołem; pies MUSI zjeść smakołyk, a następnie jest nagradzany za powrót; dzięki tej metodzie pies ma i ciasny skręt i spokojniejsze emocje; na zawodach jej pies zerka czy jest miska, ale trwa to tak krótko, że sędzia tego nie jest w stanie dostrzec 🙂

Kwadrat vs target i tzw. „special place” 

  • kwadratu uczy z pomocą targetu (np. mata samochodowa), ale upewnia się w treningu, że pies wie, że kwadrat i target to nie to samo. W tym celu w niektórych powtórzeniach wysuwa target poza kwadrat, a nawet kładzie go na pierwszej linii wyznaczającej obwód kwadratu. 
  • w oddzielnych sesjach uczy znajdowania miejsca w kwadracie robiąc tzw. „special place” -> pies czeka tuż przed kwadratem, Oili wchodzi do środka i klepie dłońmi w miejsce w którym chce, żeby pies się zatrzymywał, powtarzając jednocześnie „to jest kwadrat, to jest kwadrat!”, wraca do psa i prosi o znalezienie miejsca.

Trzymanie aportu

  • ma dwie komendy w aportowaniu, jedna oznaczająca „idź i przynieś”, a druga „trzymaj mocno”; gdy pies podgryza aport w trakcie powrotu zaznacza to sygnałem braku nagrody i przypomina mu tą drugą komendą o tym o czym mu się zapomniało ;-). Samo trzymanie najpierw buduje w statyce, a potem stopniowo dodaje ruch i swoją odległość od przywoływanego psa z aportem w pysku.
  • czasem rozsypuje przed sobą jedzenie i przywołuje psa z aportem przez żarcie, dzięki czemu pies mniej myśli o aporcie (a im mniej pieski myślą o tym co mają w buzi, to tym większa szansa, że tą buzią nie będą glamać ;-).

 

W następnym odcinku cyklu o International Obedience Boot Camp -> Maarit Hellman.