PSIESPRESSO SHOT# 22 PSIEŻYCIA

45151422_924427787754094_3082538671614722048_n

 

45344524_1636563929782474_3225624729691881472_n45182254_2171813069748292_7249987894675243008_n

 

To wiadomość od klienta, któremu szkoliłem psa z użyciem obroży elektrycznej (a także kolczatki). Tylko moja mityczna wrodzona skromność każe mi nie wspominać, że to nie odosobniony przypadek, w którym użycie tych narzędzi przyniosło efekty znacznie wykraczające poza to, czego spodziewał się klient.

===

Pies ma olbrzymie szczęście z kilku powodów.

Po pierwsze – trafił na przewodnika, który biorąc psa zakładał z góry, że będzie go szkolił. Ludziom, którzy tego nie zakładają i nie przewidzieli w inwestycji dodatkowych kosztów związanych z edukacją psa, zawsze doradzam przestawienie się na akwarium i rybki. W tym wypadku przewodnik włożył w psa ponad 2 lata ciężkiej pracy. Wiem o tym jak ciężka (w sensie podjętego trudu i rzetelności egzekucji) to była praca, bo przez połowę tego czasu współpracował ze mną. Mało znam osób, które potrafią tyle poświęcić dla psa – tyle czasu, wysiłku, pieniędzy, potu, krwi (trochę tu przesadzam dla efektu 😉 i łez (tu nie przesadzam, chociaż przewodnik by się do tego nigdy nie przyznał i TYLKO 😉 przez te łzy występuje tu incognito).

Po drugie – trafił na przewodnika, który ma otwartą głowę. W wiadomości wyraża rozczarowanie faktem, że fanatycy „pozytywnego” szkolenia zaciekle szykanują osoby stosujące narzędzia/metody awersyjne i namiętnie dezinformują opinię publiczną co do owych. Otwarta głowa na wagę złota, jeśli chcemy w zalewie fałszu przepełniającego branżę szkolenia psów, oddzielić ziarna od plew.

Po trzecie – trafił na przewodnika, który ma wielką odwagę. Trzeba mieć odwagę rozmiaru Hulk, żeby wyjść ze swojej strefy komfortu, wziąć w garść własne lęki, wejść na terra incognita i stawić czoła temu co jest trudne, budzi początkowy (nawet jeśli irracjonalny) sprzeciw i opór. 

I jednocześnie trzeba szalenie kochać swojego psa, żeby to wszystko robić dla niego. A więc po czwarte – empatia.

===

Moim zboczeniem zawodowym jest to, że tnę wszystko co chcę rozkminić na małe kawałeczki (genezy szukaj w obedience), dzięki czemu łatwiej mi przychodzi trawienie, jak i zrozumienie niuansów, które patrząc wyłącznie z lotu ptaka mogłyby mi umknąć (jestem sokołem krótkowidzącym). Po otrzymaniu powyższej wiadomości przepoczwarzyłem się w robaka, żeby wgryźć się w ukryte smaczki. I okazało się, że ta lapidarna wypowiedź, gdy się jej uważniej przyjrzeć, obfituje w całkiem apetyczne treści (oczywiście z mojego całkowicie egoistycznego i tendencyjnego punktu widzenia).

1- „(…) zasuwam po osiedlu bez smyczy.” 

Bez smyczy? Po osiedlu? W lesie to rozumiem. Ale w mieście bez smyczy?!? 

Tak – taki komfort daje obroża elektryczna. Komfort dla psa – bo ma więcej wolności, właściciela – bo ma więcej pewności, dla otoczenia – bo ma więcej bezpieczeństwa.

Wiem, wiem – mnóstwo psów nie było szkolonych z użyciem OE i też biega po osiedlu bez smyczy. I nawet większość tych, które widuję na co dzień ma olbrzymi komfort. Szkoda, że właściciel i otoczenie są go zbyt często pozbawione. 

2- „(…) okazuje się grzeczniejszy niż go podejrzewałam.” 

Przewodnik nie poznaje własnego psa. Bynajmniej nie dlatego, że zwierzak nagle zrobił się smutny, stracił chęć do życia, zamknął się w sobie, wpadł w katatonię. A przecież „amerykańscy naukowcy” i „miłośnicy zwierząt” trąbią wszem i wobec, że taki efekt przynosi stosowanie obroży elektrycznych.

Właściciele psów tak długo chodzą z psem nonstop na smyczy lub lince, że chodzenie z psem bez smyczy jest dla nich dużo większym przeżyciem, niż dla samego psa. Takie właśnie psieżycia zawdzięczamy m.in. stosowaniu obroży elektrycznych. 

3- „Nawet udało mi się go odwołać od wąchania z psem (…)”.

Przewodnik odwołuje psa z pomocą obroży elektrycznej od bezpośredniego kontaktu z drugim psem. „Dostał prądem”, kiedy był nos w nos z innym psem?!?! I jego pies nie przekierowuje agresji na kompana. I nie zaczyna bać się kontaktów z psami. A „badania naukowe” mówią, że powinien zaatakować. Lub przynajmniej powinien uciekać przed każdym kolejnym psem. 

Czemu on nie chce tego robić? Co za nieposłuszny i uparty ćwok. 

Hm, a może przewodnik robi coś inaczej niż w „badaniach naukowych” zalecają”?

4- „Daje mu czasem szanse na podjecie decyzji (…) i kurde olewa psa i idzie swoją drogą.”

Pies umie sam podejmować decyzje?! Zaczyna myśleć o swoich wyborach?! Czyżbyśmy byli świadkami narodzin świadomości?! No to już przegięcie! Jak on śmie! 

Czyli jednak awersja/dyskomfort/przymus nie robią z psów martwych kukieł, emocjonalnych zombiaków, bezwolnych maszyn? Nie uzależniają całkowicie psów od nas? Nie powodują, że pies jest grzeczny i posłuszny tylko wtedy, kiedy na plecach siedzi mu właściciel? 

5- „(…) jak widzę, że można spróbować (…)”

Serio?! Przewodnik nie jest bezmyślnym tłukiem, który tylko trzyma pilota i naciska guziki? Przewodnik WIDZI, że można spróbować?! Obserwuje, analizuje i wyciąga wnioski? Próbuje, uczy się, rozwija? Czy to możliwe, żeby obroża elektryczna nie pozbawiała człowieka zdolności myślenia i intuicji? 

6- „Nie rozumiem dlaczego odmawia się nam i psom tego komfortu (…)”

Jeśli to prawdziwy komfort to powodem może być chyba tylko zazdrość? No niestety nie, jest gorzej -> to ignorancja. 

„Strażnicy świątyń ochrony zwierząt” twierdzą, że to niemożliwe, żeby była mowa o prawdziwym komforcie w przypadku używania obroży „szokowej”. Tymczasem używanie tej nazwy w odniesieniu do współcześnie produkowanych nowoczesnych obroży elektrycznych jest tak samo adekwatne i sensowne jak zrównanie nagradzania psa z przekupywaniem go. Chociaż, nie – jest dużo bardziej rozpaczliwie głupie i obnaża jeszcze bardziej bezlitośnie brak wiedzy i doświadczenia.

Niektórzy mają ogromną potrzebę narzucania drugiemu człowiekowi swojej wizji świata i swoich osobistych przekonań (podpieranych wynikami „badań naukowych made in USA”). I robią to bardzo często w agresywny, chamski, inwazyjny, brutalny sposób. „Miłośnicy zwierząt” – niestety nie w wersji all inclusive, bo homo sapiens jest przecież stworzony do cierpienia za miliony…

Jest jeszcze inny powód -> strach. Strach przed tym, że jak pieskom powiemy „NIE”, postawimy im granice, a gdy trzeba skarcimy, to pieski nas przestaną kochać. Ale przecież podobno nie ma co antropomorfizować psów – podobno się nie obrażają? Być może naukowcy znowu zmienili zdanie…

7- (…) ze względu na jakieś durne wyobrażenie o tym jak powinno się wychowywać psa i z nim żyć.”

Wyobrażenie – to słowo kluczowe w tym zdaniu. Ja od 14 lat obserwuję działanie awersji w świecie szkolenia psów poruszając się nie w świecie wyobraźni, tylko w świecie realnym. Znam mnóstwo trenerów, którzy teorię mają w jednym palcu, a jak do mnie mówią, to nie wiem czy nadal to jest język polski. 

Ja wolę mówić językiem doświadczenia (a właściwie robią to za mnie moi klienci i psy, które wyszkoliłem). Też dlatego, że dla klienta tłumaczenie mu co to Zasada Premacka jest bez-zasadne (woli usłyszeć „ło co tu chodzi”, i ciężko go o to winić) i skoro nie odróżnia prawej ręki od lewej (przepraszam za pojazd drodzy klienci :-* ) to po jakiego wała mam mu tłumaczyć co to Prawa Yerkesa-Dodsona ;-). 

W praktyce – nie da się wyszkolić psa teoretycznie (nazwijmy to Kwasem Jakubowskiego). 

8- „Dziękuję Ci za otwarcie oczu i za to, że nie odrzuciłeś mnie.”

Ach, nie wspomniałem na wstępie, że klient to też szkoleniowiec? Parę rzeczy nas bardzo różniło na początku współpracy. Różnice się zatarły, gdy okazało się, że dużo więcej rzeczy nas łączy – potrafimy się przyznać do popełnianych błędów, zdarza nam się, że bezcelowo błądzimy, nie mamy oporów, żeby sięgać po rady innych (zazwyczaj tych mądrzejszych i bardziej doświadczonych) trenerów. 

Śledzę kanały You Tube, profile FB czy strony internetowe światowej sławy trenerów „pozytywnych”, których prace szczerze podziwiam, ale których ideologicznego zacietrzewienia kompletnie nie akceptuję. Nie mam problemu z tym, żeby się od nich uczyć tego co robią – a robią to na bardzo wysokim poziomie (tym razem to z całą pewnością zazdrość !!! ;-P). Ubolewam tylko, że pokora bywa tak mało ceniona… To jest coś co mnie odrzuca. Bycie szpecem od psich sztuczek niekoniecznie uprawnia Cię do „szpecowania” na temat rehabilitacji psów problemowych…

W wypadku bohatera tego wpisu – pokora uratowała naszą współpracę. Chwała pokorze!

9- „(…) bo wiem, że ten proces zachodzi u mnie bardzo powoli.”

Nie zakładam psu obroży elektrycznej, żeby było szybko i efektownie. Przede wszystkim chcę, żeby było bezpiecznie i komfortowo. Dla psa i dla przewodnika.

Jeśli ogarnięcie tematu zajmie mu więcej czasu, niż w mojej ocenie powinno, to nawet jeśli ja czuję, że pies jest gotowy, żeby posuwać się w procesie do przodu, przewodnik nie będzie przeze mnie popędzany, ponaglany, przymuszany. Damy sobie tyle czasu, dopóki właściciel nie będzie pewny tego co, dlaczego, jak i kiedy. Bo pies jest dla nas obu najważniejszy.

10- „(…) i mogło to być bardzo męczące” 

Szkoleniowcom stosującym awersję zarzuca się, że po nią sięgają, bo chcą na skróty, nie chce im się włożyć koniecznego wysiłku i czasu w szkolenie psa. 

OE używam nie dlatego, że jestem leniem, tylko dlatego, że jest skutecznym narzędziem. A ja nie chcę być ani „pozytywnym”, ani „negatywnym” szkoleniowcem, ale przede wszystkim skutecznym (co nie zakłada drogi do celu po trupach)! Włożyłem masę pracy, czasu i pieniędzy w to, żeby nauczyć się stosować narzędzia szkoleniowe tak, żeby nie krzywdzić zwierząt. Tyle samo bardzo ciężkiej i wymagającej pracy wkładam w szkolenie psów klientów. Może mi zabraknąć pomysłów na psa – ale nigdy nie zabraknie mi zaangażowania i gotowości do poświęcenia psu tyle czasu, ile tego wymaga. Nie robię nic na skróty kosztem psa. Obroża elektryczna nie pozbawia stosujących ją trenerów tych atrybutów.

===

To nie jest tak, że przychodząc do mnie na wstępie dostaniesz w prezencie kolczatkę czy obrożę elektryczną. Bohater tego posta bardzo długo szukał alternatyw. Też dlatego, że sam nie czuł się gotowy do szkolenia z użyciem obroży elektrycznej (nie w sensie technicznym).

Kiedy przyprowadzasz do mnie psa i decydujemy się użyć w procesie szkolenia jedno ze wspomnianych na wstępie narzędzi możesz być pewien dwóch rzeczy:

a) kiedy biorę smycz podpiętą do Twojego psa w swoje ręce, ten pies nie jest już Twoim psem. Jest mój – w tym sensie, że możesz być pewien, że nie zrobię z nim niczego, czego bym nie zrobił, gdyby naprawdę był moim psem. Nie znamy się, więc skąd miałbyś wiedzieć jak bardzo kocham swoje psy i jak dobry i fair jestem wobec nich. Stąd -> 

b) już na wstępie usłyszysz ode mnie, że jeśli cokolwiek, co będę robił z Twoim psem Ci się nie spodoba, budzi Twój opór, masz natychmiast powiedzieć STOP.

===

Jeśli jest cokolwiek szokującego w OE to efekty – są szokująco dobre. Jeśli powoduje u kogokolwiek szok to u człowieka, a nie jego psa – szokuje przewodników tym jak jest  skuteczna, bezpieczna i szalenie pożyteczna.

Z moim klientem wprowadziliśmy to narzędzie miesiąc temu. Pies zyskał wolność i komfort życia, którego już na tym wstępnym etapie jej używania może mu pozazdrościć ogromna większość psów żyjących w mieście.

Ludzie, którzy stosują OE to nie potwory. Potwór nie poświęca tyle dla swojego psa. Niejeden człowiek nie jest w stanie tyle poświęcić nawet drugiemu człowiekowi.

Psie życie to „psieżycie” jednorazowe. Nie pozwól, żeby cudza ideologia i osobiste przekonania odebrały Tobie rozsądek, a Twojemu psu pełnię możliwości doświadczenia tego, co życie ma mu do zaoferowania. 

Znam historie psów, których właściciele w imię ślepego poddaństwa ideologii „niestosowania przemocy”, w obawie przed ich ucieczką za dzikim stworzeniem, przez całe lata nie wychodzili z psami do lasu. Dla mnie to jest dopiero prawdziwa zbrodnia na żywym stworzeniu.

Obroża elektryczna to nie przemoc. To przezajebista moc. Dla psa i jego przewodnika.