PSIESPRESSO SHOT #23 PSYZWYCZAJENIA

45210538_1094902110683936_325757425267245056_n

Psyzwyczajenia, czyli psie nawyki

Blisko dekadę temu, po jednym z moich pierwszych startów w zawodach obedience, podeszła do mnie moja ówczesna trenerka i powiedziała: „Najbardziej mi się podobało, jak Gutek chciał zejść z ringu, ale wrócił natychmiast, gdy go zawołałeś. I pracował dalej.” 

Zdziwiło mnie wtedy, że akurat to zwróciło jej uwagę i że za to postanowiła mnie pochwalić. To był całkiem udany start i w tamtym momencie mnie osobiście najbardziej jarało, że to nad czym tyle czasu dłubałem udało się skleić na zawodach. Precyzyjne wykonania, dynamika (jak na ówczesne i Gutkowe standardy rzecz jasna ;-), „entuzjastyczny” obraz pracy psa. Było się z czego cieszyć. 

To, że Gutek miał chwileczkę słabości i wpadł na pomysł, żeby zrobić sobie przerwę i zejść z ringu po jednym z ćwiczeń (był wtedy okropny skwar, a Gutek jest pół-krwi Husky 😉 ) i musiałem go przywołać, było dla mnie raczej rysą na obrazie, niż powodem do dumy. Pomimo tego, że wrócił, otrzepał piórka i śmigał dalej jak młody ogier. Jednak na ten krótki moment opuściła go motywacja…

Przypomniałem sobie to zdarzenie i te słowa trenerki (i ich prawdziwy sens i znaczenie), po obejrzeniu wywiadu z Mel Robbins – trenerką rozwoju osobistego. Na pytanie Toma Bilyeu* – „Dlaczego twierdzisz, że motywacja to chłam?” odpowiedziała: „(…) nasze mózgi są skonstruowane tak, że  skłaniają nas do unikania rzeczy, które wywołują w nas dyskomfort, których się obawiamy, które są trudne. Nasze mózgi są skonstruowane w ten sposób, by chronić nas przed tymi rzeczami, bo chcą nas utrzymać przy życiu. Żeby się zmienić, żeby rozwinąć biznes, stać się wspaniałym rodzicem, najlepszym małżonkiem (…) będziesz musiał robić rzeczy, które są trudne, (…) których się obawiasz. To nastręcza nam problemów. Bo nigdy nie poczujesz, że nagle masz ochotę. (…) Zmotywowanym można się czuć tylko do robienia rzeczy, które przychodzą nam łatwo. (…) Nie ma co czekać, aż się poczuje, że mamy wreszcie ochotę. Motywacji nie ma nigdy wtedy, kiedy jej najbardziej potrzeba.” 

Stanę od razu w obronie motywacji i zacytuję innego mądrego człowieka, co by nieco zrównoważyć ton Mel, ocalić znaczenie motywacji i uściślić mój punkt widzenia: „Motywacja jest tym, co pozwala Ci zacząć. Nawyk jest tym, co pozwala Ci wytrwać.” To Jim Rohn.

Kiedy budzę się rano i wiem, że zanim zjem śniadanie muszę pójść wypruć sobie flaki na basenie, kalistenice lub siłowni, częściej niż bym chciał się do tego przyznać nie pałam entuzjazmem na myśl o wstaniu z łóżka. Nawet wyrafinowane techniki wizualizacji niewiele pomagają. Bardzo pomaga to, że nie daję sobie zbyt dużo czasu na zadawanie sobie pytania czy mi się chce, czy nie (dzięki Mel można ograniczyć go do 5 sekund; a jeśli chcecie wiedzieć czemu akurat 5 sekund, obejrzyjcie wywiad – https://www.youtube.com/watch?v=LCHPSo79rB4). Zasoby, z których czerpiemy motywację do powtarzania rutynowych, ale ważnych zadań są ograniczone. Dużo bardziej można polegać na nawykach. Nawyk mówi – „po prostu zrób to!!!” (być może też pomaga zamiłowanie do marki Nike).

Tak samo jest ze szkoleniem psa – gdy zabraknie mu motywacji, nawyki uratują nam (zwłaszcza jemu 😉 tyłek. Motywacja raz jest, a raz jej nie ma. Jednego dnia obejmie Cię czułymi ramionami i da buzi w czółko na zachętę, żeby kolejnego pokazać Ci środkowy palec i polecieć na Majorkę. Motywacja nie zrobi za Ciebie roboty. Zrobi ją codzienna, rzetelna orka. Jeśli jej nie zabraknie, to nawet jak motywacja poleci do ciepłych krajów, będziesz miał rezultaty.

Uczniowi/klientowi, który przychodzi do mnie z konkretnym problemem zadaję na wstępie dwa pytania: 

  1. czego do tej pory w kwestii rozwiązania problemu już próbowałeś ze swoim psem? 
  2. jak długo to robiłeś?

Całkiem często, okazuje się, że dobór metody był rozsądny (pytanie nr.1), ale metoda nie dostała szansy na sukces (pytanie nr.2). 

Za moich czasów 😉 w niemal każdej książce o czworonożnych jaka mi wpadła w ręce można było przeczytać – „psy słabo generalizują”.  Wszędzie naokoło o tym trąbili. Czyżbym przeoczył, że psom nowożytnym, aż tak ewoluował mózg, że już nie potrzebują tysięcy powtórek, żeby utrwalić umiejętności?

Bohaterka shota#20, mistrzyni świata obedience Oili Huotari, na pytania uczniów jak długo robi daną rzecz powtarzała (tylko z lekką przesadą ;-), że ona tak długo ćwiczy dany element, aż pies przejdzie pranie mózgu. Horyzontu czasowego nie oddaje w sesjach, tylko conajmniej w miesiącach. „Pranie mózgu” brzmi pewnie trochę zbyt „mocno”, ale myślę, że Oili bardzo świadomie używała tego zwrotu, bo w tej materii dzielimy podobne doświadczenia w pracy z klientami.  

Oczywiście szczytem debilizmu byłoby robienie całe miesiące „niewłaściwych” rzeczy i oczekiwanie „właściwych” rezultatów. I trener jest po to, żeby dopasować metodę (czasem trzeba ją kompletnie zmienić), modyfikować na bieżąco podejście i pilotować przewodnika przez cały proces. Taniec z psem na ugorze leży już w gestii klienta. Jeśli przerwiesz tango w połowie, nie oczekuj oklasków. Jeśli je dokończysz, nie będziesz już nigdy w życiu musiał liczyć na motywację, tą chimeryczną efemerydę. Będziesz polegał na nawyku.

Nie zrozum mnie źle – szkoląc psy, czy do życia na co dzień, czy do sportu, czy do pracy, przykładam ogromną wagę do tego, żeby były zmotywowane do kooperacji i żeby perspektywa wykonywania komend była tą najbardziej oczekiwaną. Dwoję się i troję dążąc do tego, aby pies spośród wszystkich dostępnych opcji zawsze chciał wybrać to, co ja mam mu do zaoferowania. 

Wspominając moje starty z Gutkiem, to co z zewnątrz mogło wyglądać jak mądry pies i utalentowany trener (ehem, ehem, z takimi opiniami się spotykaliśmy 😉 ) było tak naprawdę przede wszystkim uczciwą pracą z psem. Pracą wybrukowaną nawykami – regularnego treningu, hartowania nabytych umiejętności, rozliczania się z efektów, przygotowywania planów ćwiczeń, pisania notatek, prowadzenia dzienniczka, odhaczania dni treningowych w kalendarzyku. 

Patrząc na moje psy nie łudź się, że to jak pracują to wyłącznie wynik nadpsiej motywacji, unikalnych predyspozycji genetycznych, sekretnych metod szkoleniowych. To w ogromnej mierze rezultat powtarzania danych zachowań dopóty, dopóki stają się nawykami. Dopóki pies właściwie nie zastanawia się – „Czy mam zareagować? Jak mam się zachować?”.

Tym co uratowało mój start z Gutkiem 10 lat temu nie była motywacja. Był nim nawyk. Nawyk wracania na wołanie, nawyk skupiania się na tym co mówię i robię, nawyk współpracowania ze mną. I ten najistotniejszy – nawyk robienia czegoś, na co nie zawsze ma się w danej chwili ochoty. 

Bo w przywoływanych okolicznościach, zwłaszcza ten ostatni nawyk okazał się mieć kluczowe znaczenie. Wypracowanie go kosztowało mnie i mojego psa wiele pracy. I właśnie ta praca została najbardziej doceniona przez moją trenerkę.

 

* Polecam kanał YT tego typa – zwłaszcza wywiady; zapraszane osoby hojnie dzielą się przeciekawymi doświadczeniami i spostrzeżeniami. Przyda się notesik 😉 Znajdziecie tam m.in. rozmowę z Davidem Gogginsem, „najtwardszym człowiekiem na Ziemi”, który ma podobne zdanie o motywacji co Mel i zostawia równie ciekawe wglądy co robić, jak ręce opadają :-).