PSIESPRESSO SHOT #24 PEKKA

 

45510958_531853610620755_1784647709936844800_n

 

Pekka Korri dopełnia tercet fiński z obozu obedience w Danii. W relacji przejdę od zagadnień ogólnych, „światopoglądowych”, do konkretnych, detalicznych.

4 rodzaje treningu

Pekka jeździ często na halę, gdzie trenują zawodnicy, żeby tylko sobie poobserwować ich zmagania. Dzięki temu wyróżnił 4 rodzaje treningów:

1- trening wysokiej jakości – pies po treningu jest „lepszy”, posunął się do przodu w umiejętnościach 

2- trening bez planu – pies po treningu jest bez zmian, ani lepszy, ani gorszy; ogólnie dobra zabawa dla przewodnika i psa

3- trening szkodliwy – pies po treningu jest „gorszy”, a przewodnik żałuje, że trening się odbył; pies jest zdezorientowany, a przewodnik poirytowany 

4 – trening naprawczy – pies jest odpracowywany po treningu nr. 3

Jak łatwo wydedukować, powinniśmy dążyć do jak najczęstszego robienia pierwszych dwóch rodzajów treningu, a unikać treningów nr.3 i 4.

Pekka powtarzał wielokrotnie – „Zawsze stój po stronie psa. Jesteś najważniejszą osobą dla niego. Jeśli Ty będziesz miał w d… jego emocje to nikt inny się nimi nie przejmie.”

State of mind training 

Pekka dostrzega, że zawodnicy są świetni w technicznych detalach i budowaniu ćwiczeń, ale kiedy dochodzi do pracy nad emocjami, poziomem pobudzenia – stają się bezradni. Co zrobić, gdy pies się frustruje, jest zestresowany, jęczy, nie może się skupić – te pytania ciekawią Pekke i stąd jego zainteresowanie treningiem stanu umysłu („state of mind training”).

Jak Pekka pracuje nad zmianą stanu umysłu psa?

Ustawia na ringu np. kwadrat, pachoł, patyczki. Staje z psem w jednym miejscu i najpierw daje przedkomendę na kwadrat („będzie kwadrat”). Gdy jest pewien, że pies wie, że będzie kwadrat – wysyła go tam. W kolejnym podejściu znowu daje przedkomendę na kwadrat. Tym razem, gdy jest pewien, że pies wie, że będzie wysyłany do kwadratu chwali go, a następnie przesuwa jego uwagę na inne ćwiczenie (czasem też odchodząc kilka kroczków dalej) mówiąc np. „będzie pachoł”. Gdy jest pewien, że pies jest już „mentalnie” w nowym ćwiczeniu albo znowu wysyła, albo tylko chwali i zmienia ćwiczenie. Skacze tak kilkukrotnie pomiędzy ćwiczeniami bawiąc się w kontrolera stanu umysłu psa.

Ważne jest by po daniu przedkomendy na dane ćwiczenie chwalić za „przestawienie się” na nie, ale nie dawać zabawki lub żarcia, bo to przerywa skupienie i pies gubi sedno ćwiczenia.

Pekka uczulał, żeby nie okłamywać swojego psa – nie robić tak, że np. dajemy przedkomendę na kwadrat, a zaskakujemy go komendą „waruj”. Pies przestanie nam ufać i będzie zdezorientowany. W takiej jak przedstawiona sytuacji Pekka by po tym jak pies namierzył kwadrat pochwalił go, następnie dał przedkomendę na zmiany pozycji – dopiero wtedy byłoby dla niego fair poprosić psa o warowanie bez budowania konfliktu w głowie psa.

Wersja trening na zmianę stanu umysłu psa dla młodego psa może przybrać dużo prostszą formę:

  • najpierw wyślij psa do obiegnięcia pachoła i daj zabawkę, a następnie poproś o kontakt wzrokowy i daj smakołyk.

Pekka dąży do uzyskania kontroli nad swoim psem. I nie chodzi o kontrolę w stylu „Jestem tu szefem! Masz mnie słuchać!”. Chodzi mu o wytrenowaną kontrolę na stanem pobudzenia psa, uzyskanie panowania nad optymalnym poziomem motywacji u niego.

I jeszcze dwa słowa o wspominanych tu przedkomendach: 

Pekka ma przedkomendy na każde ćwiczenie w obedience. Tłumaczy to tak: „Na ringu o tym jaka jest kolejność ćwiczeń wiedzą wszyscy – sędzia, steward, zawodnik. Wiedzą też o tym widzowie. Jedynym, który nie wie – co dalej? – jest pies. A tak się składa, że to on te ćwiczenia będzie musiał wykonać.”

Przewodnik jako figura na szachownicy

Rozpracowując jakiś problematyczny detal w ćwiczeniu, Pekka często nie zmienia nic w ustawieniu „wyjściowym” psa (jest on w pozycji na starcie ćwiczenia), a jedynie manipuluje ustawieniem przewodnika na ringu. W praktyce wygląda to tak, że np. przewodnika  psa, który się jarał do patyczków jak szczerbaty do sucharów, poprosił o podejście do wyłożonych na ziemi patyczków, zwolnienie psa z pozycji, zatrzymanie tuż przed patyczkami, poczekanie, aż trochę „zmięknie” (wyluzuje), a na końcu pozwolenie na rozpoczęcie pracy węchowej. Słowami Pekki: „Pies w ten sposób uczy się schematu – podbiegam 9 metrów i biorę oddech, żeby się przygotować do pracy nosem.” 

Czasami jest potrzeba/konieczność, żeby wesprzeć się pomocą jakiegoś rekwizytu. Ale zdecydowanie woli „używać” przewodnika (jego pozycji, ustawienia ciała, ruchu) – w końcu na zawodach będzie tylko on i jego pies. Stara się unikać nadmiernego obudowywania ćwiczeń rozkładaniem na ringu zabawek, bo to daleki obraz od tego, jaki pies zobaczy na prawdziwych zawodach.

11ste ćwiczenie

Pekka bardzo dużo uwagi przykłada do ćwiczenia, o którym ani widu ani słychu w regulaminie – przejść pomiędzy ćwiczeniami, tzw. „transportami”. 

Pomiędzy zadaniami musisz przekierować umysł psa na siebie z wykończonego ćwiczenia i z powrotem na kolejny element. Wymaga to kontroli na stanem umysłu psa. I w tym cała trudność tego dodatkowego ćwiczenia. Pekka zobrazował to tak: ”Przejścia przypominają prowadzenie auta. Muszą być płynne i dokładne, bez kolizji, z ładnym parkowaniem na końcu.” Przewodnikom, którzy na obozie potykali się o koziołki kazał brać przykład z zawodników agility – oni są specami w prowadzeniu psa po torze przeszkód ;-).

W transporcie Pekka kładzie nacisk na dwie rzeczy: wyraz psa (entuzjazm) i kontakt (podążanie za przewodnikiem).

Innymi nieobjętymi regulaminem elementami, które Pekka regularnie trenuje są wejścia na ring, pozycja zasadnicza na starcie oraz … pochwały. Bo tak się składa, że 11ste ćwiczenie, to jedyne ćwiczenie, w którym można chwalić psa.

Nagroda socjalna / pochwały

Obedience w odróżnieniu od np. pasienia to aktywność nienaturalna. Tak to ujął Pekka: ”Gdy wejdziemy z początkującym psem na plac, gdzie jest rozłożony kwadrat, nie wywoła on w nim żadnych emocji, z niczym mu się nie kojarzy. Ale jeśli wyjdziesz na łąkę z owcami (zakładając, że to np. border collie 😉 – będzie wiedział co ma robić, jego motywacja pochodzi z wewnątrz. W obedience musi ona przyjść z zewnątrz, poprzez zabawki, jedzenie czy pochwałę.”

Pekka obstaje przy tym, że są dobre powody do tego, żeby „trenować” chwalenie psa. To najtrudniejsza forma nagradzania psa, a jednocześnie jedyna dopuszczalna na zawodach. Jak to Pekka obrazowo ujął: „Trening na smakołyki jest łatwy. Nawet moja babcia by to ogarnęła.”

Trenuje nagrodę socjalną na dwa sposoby: 

  • naturalny – zwalnia psa z ćwiczenia, zaczyna chwalić; czeka na otwarcie się psa na kontakt, na merdanie ogona, przekierowanie spojrzenia z kieszeni przewodnika 😉 na niego, miękkie spojrzenie, miarowe, głębsze oddychanie, „odpuszczenie” napięć w ciele; czasem kuca i głaszcze/masuje psa, daje mu wskakiwać na siebie, rozkładać na ziemi do góry kołami etc
  • nienaturalny – klika psu właściwą odpowiedź/reakcję emocjonalną, pozytywne nastawienie; np. w łańcuchu po zakończeniu ćwiczenia robi transport i w trakcie chwali; gdy tylko pies odpowiada na pochwały np. merdaniem ogona -> klik i smakołyk/zabawka

Naturalny sposób jest silniejszy, „głębszy”, ale ciężko go stosować we właściwy sposób, wymaga dużego wyczucia. Dlatego warto ćwiczyć oba!

Ażeby zbudować wartość dla pochwał dodatkowo trenuje z psem sztuczki bez użycia smakołyków. Wybiera do budowania tych sztuczek zachowania, co do których ma pewność, że nigdy nie były u psa nagradzane smakołykami. W przeciwnym wypadku nie miałby pewności, czy pies je wykonuje, bo liczy na dostanie ciasteczka, czy tak jak by Pekka oczekiwał – dla otrzymania „dobrego słowa”. To może być np. slalom między nogami, wskakiwanie na ręce, przeskakiwanie nad nogą etc.

Ban na nudny melanż

Czasem, gdy mamy do czynienia z wrażliwym psem, chce on nas „zaprosić” do swojego świata. Jeśli to zrobimy i za nim podążymy, oboje znajdziemy się w świecie, gdzie wszystko jest takie trudne i straszne. Pekka, gdy ma do czynienia z takim zachowaniem u swojego psa, nie przyjmuje zaproszenia. Zaprasza psa do swojego uniwersum.

Miał kiedyś psa, który blokował się w pozycjach z dystansu, kiedy wokół byli ludzie. Pekka upierał się, że ma wykończyć ćwiczenie (znowu fińska inklinacja do rozmów z psem w cztery oczy 😉 : „hej, dasz radę, musisz to zrobić.”). Kiedy tylko pies się przełamywał, natychmiast go hojnie obdarowywał nagrodami. Poddając psa presji w sytuacji stresowej chce skłonić go, by dał z siebie trochę więcej, by bardziej się starał. To w ostatecznym rozrachunku utwardza psa. 

Pekka zauważa, że wiele osób woli w takiej chwili podejść do psa i go pociesza. Tym samym przekonanie psa, że warto wycofywać się w strefy lęków, wycofania, niepewności, ulega uzasadnieniu.

Kiedy w trakcie przebiegu Pekka widzi, że jego pies opada w emocjach, zaczyna sobie powtarzać w głowie – („Zaraz zaczniemy się bawić, zaraz zaczniemy się bawić!”). Kiedy zmienimy nasz stan umysłu, zmieni się także nasza mowa ciała. 

Psy nie czytają nam w myślach, ale czytają jak z nut co mówi nasze ciało. Pekka: ”Kiedy wracam do domu, moje psy mają wiele powodów, żeby obserwować uważnie co robię.” (Pamiętacie co mówiła Maarit z shota #21 na temat tego jak w życiu codziennym psy uczą się naszych reakcji?) Psy chcą wiedzieć: „Czy będzie szedł z nami na spacer? Czy będzie nas karmił? Czy usiądziemy razem na kanapie? Czy będzie z nami ćwiczył?” Nasze psy mają bardzo dobre powody, żeby bardzo się skupić na tym, co nasze ciała przekazują. 

Pekka rozkłada odpowiedzialność za występ na ringu po równo między siebie i psa. Jeśli pies spadnie o 25%, nadal mają 75%. Ale jeśli stracą po 25%, wtedy zostaje 50%. Dlatego Pekka zawsze daje swoje 50%. 

Tak więc: nigdy nie korzystaj z zaproszenia na imprezę, gdzie będzie słaba zabawa ;-).

Po co nam zawody?

Odpowiedź Pekki:

„Przed zawodami ćwiczę tylko to co mi się WYDAJE, że powinienem trenować. Po zawodach ćwiczę tylko to co WIEM, że muszę trenować. Dlatego potrzebne są mi starty w zawodach.”

„Wracaj na drogę!” – powtarzał obozowiczom, którzy fiksowali się na detalach. Pekka co rusz sięgał po metaforę drogi odnosząc się do obediencowej kariery zawodniczej psa. Musimy wyobrazić sobie szkolenie jako proces, ścieżkę, która ma prowadzić w określonym kierunku – startu w zawodach.

Narzuca to na nas potrzebę dyscypliny w pilnowaniu, by detale, które były jeszcze do dopracowania, po ich przepracowaniu jak najszybciej wcielać w całe ćwiczenia i łańcuchy, tak by tworzyły obrazek z zawodów.

Swoim uczniom od czasu do czasu narzuca „trening z pustymi kieszeniami” (trening bez nagród przy przewodniku). „Czy czujesz się nagi?” – pyta ucznia. „Tak? To dobrze. Tak się będziesz czuć na zawodach.” Po takim przetarciu łatwiej o suche pampersy na zawodach.

Intensywny pies (pobudliwy, przegrzany, nerwowy)

Intensywnym psom stara się ułatwić życie 😉 – zazwyczaj spala energię na godzinnym spacerze, wysyca zabawką (podobnie jak Oili z shota #20), rozgrzewa mu mięśnie. Następnie zaczyna trening od np. kwadratu i przywołania, żeby pies nasycił się także bieganiem. Dopiero wtedy przechodzi do np. pozycji z dystansu czy patyczków. Chce, żeby pies miał bogatą historię dobrych powtórzeń, bez niepotrzebnego konfliktu. Wtedy pies uczy się odnajdować właściwy stan umysłu, kiedy daje mu przedkomendę na np. patyczki węchowe. Na dalszym etapie, dzięki długiej historii poprawnych wykonań, nawet jeśli będzie to pierwsze ćwiczenie na zawodach, jego pies będzie w stanie odnaleźć optymalny stan pobudzenia sprzyjający prawidłowej egzekucji ćwiczenia (znowu ta Prawa Yerkesa-Dodsona 😉 ).

Niektórzy zawodnicy, którzy mają pobudliwe psy nie ćwiczą z użyciem zabawek – z obawy, że zabawki jeszcze bardziej eskalują ich emocje. Pekka w ten sposób trenuje z … psami leniwymi… Ogranicza im dostęp do zabawek, żeby budować jeszcze większy drive. 

Sam mam podobne doświadczenia jak Pekka, zapłaciłem frycowe za posłuchanie rad dotyczących ograniczenia zabawek mojemu Bogusiowi. Kosztowało mnie to olbrzymi regres. Niemniej, najrozsądniejsze wydaje się doradzenie – „rozsądnego” 😉 zarządzania zabawkami w trakcie treningu.

Strachliwy pies

Pekka chce, żeby jego strachliwy pies wiedział, że on, jego przewodnik, jest Szefem Ochrony.

Gdy na spacerze jego czworonogowi zdarzy się coś, co go przestraszy i zacznie „fukać”, Pekka każe mu czekać, podchodzi do danego elementu otoczenia i się z nim „zaprzyjaźnia”, odczarowuje go (np. przywita się z obcym człowiekiem, pogłaszcze cudzego psa, usiądzie na „strasznym” koszu na śmieci etc)

Gdy w trakcie ćwiczenia pies się wyłamuje i zaczyna burkować zwraca mu uwagę: „Hej! Nie możesz tak robić! Musisz słuchać co do Ciebie mówię!”.

Ze strachliwym psem wykorzystuje też sztuczki do przepracowania problemów obikowych w innym kontekście. Przywołał dwa przykłady:

1- maliniak, który bał się wystrzałów -> nauczyli go chodzenia między nogami przewodnika, ze stopami przednimi na stopach handlera, oddając strzały coraz dalej i dalej od psa (dzięki czemu pies dowiedział się, że to co straszne oddala się);

2- border collie, który bał się kwadratu, gdy obok niego stali ludzie -> nauczyli go wkładania piłeczek tenisowych do pudełka, które stawiali coraz bliżej i bliżej grupki ludzi, aż w końcu mogli pudełko wsadzić do kwadratu, a ostatecznie je usunąć 🙂

Patyczki węchowe

Patyczki węchowe są dużym wyzwaniem dla psa z tego względu, że musi się nauczyć, bez komendy zmieniać kilkukrotnie samemu swój „stan umysłu” – i to w trakcie ćwiczenia! Najpierw z całkiem długiego wyczekania w pozycji przy nodze ma szybko pobiec po patyczki, żeby tuż przed nimi wyhamować, skupić się na tyle, żeby bez dotykania (łapami i nosem, a broń Cię Panie Boże zębami) znaleźć ten cuchnący nami, chwycić go prawidłowo, nie podgryzać, a następnie znowu szybko pobiec by wrócić (nadal nie podgryzając! 😉 ) do pozycji zasadniczej, gdzie ma (pamiętając o niepodgryzaniu! 😉 ) wyczekać na oddanie przedmiotu. A więc taki ping-pong między biegnącym umysłem, a skoncentrowanym umysłem.

Dla wyżej wspomnianego psa, który w patyczkach widział suchary zaproponował jeszcze jedno ćwiczenie celem wypracowania bardziej metodycznego, skrupulatnego węszenia: 

  • rozstawienie rzędu 10-20 patyczków w linii biegu psa
  • puszczanie psa z bardzo bliskiej odległości (niemal tuż przy patyczkach, żeby nie nabrał rozpędu)
  • wskazanie dłonią pierwszego w kolejności patyczka
  • dodawanie dystansu (a zatem i prędkości i pobudzenia) dopiero jak na krótszym dystansie pies nie wygląda jak szczerbaty i dzięki czemu nauczy się szybciej jak przechodzić z jednego stanu umysłu w drugi.

Żeby pies był delikatniejszy, gdy podbiega do patyczków: kładzie je na kubku papierowym i jak pies strąca patyczek lub kubek, zamiast delikatnie wziąć do pyska, to zaznacza sygnałem braku nagrody i powtarza (dobre powtórki zaznacza klikerem, zależy mu tu bardzo na precyzji).

Z młodymi psami ćwiczy np. przywołanie przez patyczki czy zmiany pozycji przy patyczkach – tak żeby zrozumiały, że te przedmioty są „bez znaczenia”. 

To zapach ma mieć dla psa znaczenie. Jak to sprawdza? Czasem w ramach overtrainingu kładzie między obce patyczki przedmiot, który nim pachnie np. klucze. Jak pies znajdzie to wie, że zwierzak bardziej ceni faktycznie zapach, a nie przedmiot.

By zapobiec fiksowaniu się na patyczkach i budowaniu na nich niepotrzebnego konfliktu używa czasem w fazie nauki karteczek „post it” -> przylepia je na ziemi tak jak docelowo by kładł patyczki, a pies ma znaleźć „jego” karteczkę. Zanim pokaże psu patyczki, chce, żeby już sporo się dowiedział jak używać nosa w trochę innym, bezpieczniejszym (dla patyczków 😉 ) kontekście.

Wokalizacja

„Kiedy pies jest przestraszony, nie podnosimy mu ogona (jak to zwykł robić Cesar Millan ;-)) i nie mówimy – „Nie bój się!”. Próbujemy się dowiedzieć czemu się boi. I kiedy widzimy, że ogon zaczyna się podnosić, wiemy, że wykonaliśmy dobrą robotę.”

W ten sposób Pekka próbował uczestników obozu przekonać, że nie powinniśmy mówić do wokalizującego psa -> „Zamknij się!”. 

Kiedy pies jęczy w treningu – próbuje nam coś przekazać. Powinniśmy posłuchać co ma nam do powiedzenia, a nie kazać mu się zamknąć, bo to zamyka komunikację.

 

W kolejnym odcinku cyklu o International Obedience Boot Camp – Emmanuel Hetych.